Rivera Knucklehead Reverb - lampowy wzmacmiacz head z najwyższej półki dla wymagających muzyków
19.10.2009.
Co do jednej kwestii nie ma wątpliwości – ten wzmacniacz to absolutny gitarowy top. Panie i Panowie: Rivera Knuckelhead Reverb.
Bartek Lewandowski
Plotek i legend powstaje wiele, zapewne połowa z nich nie ma w sobie ziarna prawdy. Kolejną pochodzącą z gitarowego światka jest ta, która twierdzi, że Paul Rivera zajmował się przez pewien czas „tuningiem” Marshalli i Fenderów na zlecenie gwiazd rocka – i to wyłącznie tych, którzy mogli sobie na to pozwolić. Jeśli tak było w istocie, to opisywany w tym teście wzmacniacz jest kwintesencją jego doświadczenia.
Za słowo przewodnie tego testu zostaje uznany wyraz – uniwersalność. Mimo funkcjonującego stwierdzenia, że nie ma rzeczy nadających się do wszystkiego, to urządzenie zdaje się całym swoim jestestwem temu powiedzeniu zaprzeczać. Opisywaniem charakteru brzmienia zajmiemy się w dalszej części, w tym momencie natomiast wytłumaczymy dlaczego RK może z powodzeniem zagrać w małym klubie, spełniając rolę niewielkiego comba, jak i na sporej scenie.
Część pierwsza. Uniwersalność – uzasadnienie techniczne.
Do dyspozycji mamy dwie klasy pracy (vintage/modern) i dwa poziomy mocy wyjściowej (high/low). Po pomnożeniu ich przez siebie otrzymujemy możliwość działania na końcówce 100 W, 50 W, 25 W lub 12 W. Co to oznacza w praktyce? Układ pracuje na niższych napięciach, przez co można pozwolić sobie na grę w zamkniętym pomieszczeniu o niewielkich rozmiarach. Powszechnie wiadomo, że high-gainowe wzmacniacze używane obecnie w nagraniach rocka i metalu uzyskują odpowiednie brzmienie dopiero po rozkręceniu potencjometrów przesterowania i głośności do odpowiednich poziomów, najczęściej – nie uzyskamy pożądanego efektu pracując na wartościach poniżej 3/10. Jeżeli gramy w dużej sali lub open air, nie ma z tym faktem problemu, przecież i tak jest wystarczająco głośno. Z reguły pojawia się jednak potrzeba posiadania niewielkiego pieca combo, który pozwoliłby na zagranie cichego, bluesowego koncertu w zadymionym klubie. Rivera Knuckelhead taką możliwość posiada, wystarczy przekombinować nieco ustawienia aby uzyskać zupełnie inny charakter pracy. Tak, mowa o charakterze pracy, bo tak naprawdę do dyspozycji dostajemy kilka różnych układów.
Dlaczego? Tryb pracy Vintage i Modern nie oznacza fizycznego ograniczenia mocy o połowę prostym przekładnikiem impedancyjnym. Zmiana tego parametru powoduje przerzucenie ciężaru wzmacniania sygnału z pentody na triodę i w ten sposób uzyskanie odpowiedniego charakteru. Preamp zbudowano na znanych i sprawdzonych lampach 12AX7, natomiast końcówkę na 4x EL34, co pozwala być spokojnym w kwestii niezawodności. W dość ciężkim zatem opakowaniu głowy mieszczą się cztery różne wzmacniacze – pracujące w „starym” stylu dwa urządzenia oparte na triodzie o mocach 50 W i 12 W oraz dwa „nowoczesne” oparte na pentodzie, posiadające parametry 100 W i 25 W. Każdy z nich zupełnie inaczej reaguje na dynamikę, styl grania, na każdym z nich lepiej brzmi inna gitara i każdy z nich nadaje się do innego stylu grania.
Część druga. Uniwersalność – uzasadnienie brzmieniowe.
Rivera Knuckelhead wyposażono w trzy kanały – jeden czysty i dwa przesterowane. Pierwszy posiada oddzielny korektor z opcjami bright, notch, contour i dodatkowo sterowanie poziomem pogłosu, dla dwóch następnych wspólny jest kolejny układ korektora i drugi potencjometr reverb. Niezależnie od wybranego typu brzmienia funkcjonują gałki sub level (zamiennie z hi pass) i focus. Najpierw słów kilka o kanale czystym.
W każdym z wspomnianych wcześniej trybów pracy wzmacniacz inaczej traktuje kanał clean. Korzystając z mniejszych mocy i wejścia low gain uzyskujemy okrągłe, miękkie brzmienie w stylu Chubstera czy wczesnych modeli Fendera, nawet tych spod znaku tweed. Jazzowe wiosło z pudłem hollow body podłączone do tych ustawień zagrało wprost bajecznie, potrafiło delikatnie zaśpiewać w stylu BB King’a czy też zagrać akompaniament brzmieniem Joe Pass’a. Stratocaster z ustawionym 50 W od razu nabierał blues-rockowego charakteru, kombinacje gałkami nie miały na celu znalezienia dobrego brzmienia, a jedynie operowanie nadającymi charakter niuansami– w grę wchodzi wyłącznie kwestia preferencji.
Szkliste i stricte rockowe brzmienie pojawia się przy użyciu połączenia modern-high gain i z pewnością zadowoli każdego, nawet najbardziej wybrednego maniaka gitary. Reakcja na dynamikę przypomina drogie i już powoli kolekcjonerskie układy z osławionych lat 60’ i 70’, zachowując zarazem jasność i umożliwiając uzyskanie odpowiedniej barwy i ataku. Z drugiej strony – funkowe zagrywki są łatwe do uzyskania przy zmniejszeniu sygnału generowanego przez samą gitarę, co natychmiast zmienia również sposób zachowania się wzmacniacza.
Oba kanały przesterowane w niczym nie ustępują wyżej opisanemu. Jak to zwykle bywa, pierwszy z nich jest odrobinę bardziej stonowany, drugi natomiast pozwala na rozwinięcie skrzydeł i niewyobrażalne wręcz ilości zniekształceń, ze spokojem konkurując z Mesa Boogie. Wszystkie dostępne tryby dają nieograniczone możliwości kształtowania brzmienia, od naprawdę delikatnych crunchów po przygniatający channel 3. Dodatkowo, każdy z nich zapewnia opcję boost, która wyciąga do góry i tak potężnie już przecież grający mechanizm. Opcja scoop występująca dość rzadko w formie potencjometru jest dodatkowym atutem.
Część trzecia. Uniwersalność – uzasadnienie w kwestii obsługi i designu.
Każdego profesjonalnego muzyka, który posiada już w swojej kolekcji racka z pewną ilością solidnego sprzętu zainteresuje fakt świetnie działającej obsługi MIDI. Zapisywanie ustawień nie stanowi żadnego problemu, możemy ponadto łatwo przeskoczyć z jednego typu parametrów na drugi. W zestawie znajduje się nożny kontroler Rivera Headmaster posiadający, a jakże, osobną instrukcję obsługi. Nic dziwnego, ponieważ jeśli ktoś się już z nim spotkał doskonale wie, że to niewielkie i niepozorne w sumie urządzenie potrafi czasem zastąpić sporych rozmiarów pedalboard. Do wzmacniacza podłącza się go za pomocą złącza MIDI, posiada także wyjście MIDI OUT. Znajduje się na nim numeryczny wyświetlacz, a także prócz standardowych nożnych przycisków dwa dodatkowe – bank + i bank -, które zdecydowanie usprawniają obsługę.
Pamięć tego urządzenia pozwala pomieścić 30 programów, każdy zawierający do 16 komend typu program change (Head Master nie wysyła poleceń system exclusive). W ten sposób możemy sterować wzmacniaczem nie tylko przełączając między kanałami, ale też aktywując pętlę efektów, reverb, lub dowolnego boosta. Można to zrobić indywidualnie, albo poprzez gotowe kombinacje odpalające cały schemat na raz (za pomocą jednego przycisku możemy z kanału 2 z pogłosem szybko przeskoczyć na kanał 3 z włączoną pętlą efektów). Dodatkowo, posiadanie możliwości podpięcia zewnętrznych urządzeń pozwala na sterowanie wszystkim za pomocą jednego kontrolera MIDI, jakim Head Master w zasadzie jest. Bardzo przydatne jest też dodatkowe gniazdo DC IN, za pomocą którego możemy zasilić zewnętrzną kostkę efektów. Co prawda nie można samodzielnie nadawać nazw kolejnym programom (dlatego warto zapisywać ustawienia), jednak zaletą jest fakt, że po odłączeniu od prądu urządzenie nie traci zapisanych danych.
Wygląd i wykonanie tego wzmacniacza to klasa sama w sobie. Nie znajdziemy ani jednego felernego elementu, całość jest przemyślana z gustem, a dodatkowo – odrobinę zachowawczo, co dodaje finalnemu efektowi nieco smaku. Obudowę wykonano z litego klonu amerykańskiego, narożniki są chromowane, występujący w roli przedniej płyty głowy grill wykonany został z aluminium. Ciężar head-a daje o sobie znać, chociaż nie wykracza poza ogólnie przyjęte normy. Zresztą – muzyk, który może sobie pozwolić na sprzęt tej klasy raczej nie będzie oszczędzał i z pewnością zamówi case’a na kółkach, w które nomen omen wyposażona została kolumna. Bardzo ułatwia to kwestie logistyczne i odciąża kręgosłup.
Dedykowana kolumna posiada impedancję 8 Ohm, jest konstrukcją oczywiście zamkniętą. Do naszej redakcji przyszła wersja K 412T z górną linią głośników złamaną pod niewielkim kątem do pionu – mój faworyt. Zbudowana z brzozowej sklejki pochodzącej z Finlandii została wyposażona w cztery głośniki Celestion Vintage 30 8Ohm. Świetnie spełnia swoją rolę, jest w dodatku bardzo dobrze dopasowana do wzmacniacza mocy. W trakcie testów podłączyłem ją również do głowy Marshalla JCM800 – sprawdziła się znakomicie, przenosząc charakter brzmieniowy tego znanego wszystkim urządzenia.
Uniwersalność Rivera Knuckelhead to także panel tylny. Oprócz podwójnego wyjścia głośnikowego ze zmienną impedancją 4/8/16 Ohm (która pozwala podłączyć się praktycznie wszędzie) znajdziemy tu również wyjście liniowe, pod tajemniczą nazwą Recording Output. Jest też oczywiście pętla efektów, z regulowanymi parametrami blend oraz send level/return level. Wspomniana wcześniej kontrola MIDI jest obsługiwana przez gniazda IN oraz OUT/TRHU, a także przez osobne złącze dedykowane kontrolerowi nożnemu. Wszystko, czego dusza zapragnie.
Pojawiają się głosy, że obsługa jest trudna do zrozumienia – to po części prawda, niełatwo zminiaturyzować takie możliwości do panelu przedniego i tylnego, zatem większość gałek po naciśnięciu zmienia swój obszar działania. Na pewno odpowiednie wykorzystanie możliwości tego wzmacniacza wymaga kilku wieczorów spędzonych na rozpracowywaniu poszczególnych kombinacji i solidnym poznawaniu jego sposobu działania. Niemniej, trudno mi wyobrazić sobie lepsze rozwiązanie – po prostu trzeba włożyć nieco wysiłku. Efekt przerasta wszelkie oczekiwania, wierzcie mi.
Oto demonstracyjne filmy wideo wzmacniacza Rivera KnuckleHead Reverb nagrane przez Wojtka Hoffmanna.
Część czwarta i zarazem ostatnia. Uniwersalność – podsumowanie.
Jeśli możesz sobie na niego pozwolić, nie ma nad czym się zastanawiać - Knucklehead jest wart każdej włożonej w jego zakup złotówki. Nie grałem nigdy na bardziej uniwersalnym, a zarazem tak rewelacyjnym jakościowo i brzmieniowo wzmacniaczu. Sprawdza się dosłownie w każdych warunkach, posiada nieograniczone możliwości kreowania tzw. tonu, bijąc na głowę większość konkurencji. Każdą sekundą z nim spędzoną rekompensuje swój koszt, czego czasem nie można powiedzieć o innych urządzeniach z tej półki cenowej. Słowem – odjazd.
Specyfikacja:
moc: 100 Watt RMS
regulator mocy wyjściowej:
100 Watt (High-Modern)
50 Watt (High-Vintage)
25 Watt (Low-Modern)
12 Watt (Low-Vintage)
lampy:
5x 12AX7 (pre-amp)
4x EL34 (końcówka mocy)
tryby pracy lamp: Pentode (Modern Mode), Triode (Vintage Mode)
kanały: 3 "Tri Tone"
equalizacja: 3 pozycyjna, odrębna dla 1 kanału, wspólna dla 2 i 3 kanału
kontrolery:
1 kanał - Gain, Bass, Middle, Treble, Master, Reverb
2 kanał - Gain, Treble*, Middle*, Bass*, Master, Reverb*
3 kanał - Gain, Treble*, Middle*, Bass*, Master, Reverb*
gitara elektryczna,gitary elektryczne,gitara basowe,gitary basowe,gitary klasyczne,gitara klasyczna,gitary akustyczne,gitara akustyczna,gitara elektroakustyczna,gitary elektroakustyczne,wzmacniacze do gitar,wzmacniacze gitarowe,wzmacniacz do gitary akustycznej,wzmacniacze do gitary akustycznej,wzmacniacz do gitary elektrycznej,wzmacniacze do gitary elektrycznej,dobra gitara dla początkującego,dobre gitary dla początkującego,najlepsza gitara dla początkującego,najlepsza gitara na początek,gitara do nauki,efekty gitarowe,kostki efektowe do gitary,efekty stompbox,efekty stomp-box,procesor efektów do gitary