The Watch – włoska grupa artrockowa tworząca muzykę w klimatach lat 70. Napisano o niej: „Gdyby ta grupa koncertowała o 30 wcześniej, to zapełniłaby stadiony”. W Polsce pojawiła się dzięki zorganizowanej przez Agencję OSKAR trasie THE WATCH PLAYS GENESIS SHOW 1970-72, w czasie której zespół prezentował się z materiałem Genesis z początku lat 70.

Muzyków udało nam się znaleźć w trakcie soundchecku i porozmawiać z wokalista i gitarzystą - obaj okazali się być bardzo sympatycznymi, otwartymi ludźmi. Wszystko, co zostało tutaj zapisane, zostało opowiedziane z wielką pasją i przejęciem. Po krótkiej chwili poszukiwań wolnego pokoju w katakumbach za sceną poznańskiego klubu Blue Note... - Słyszałem Wasze płyty – brzmicie baaardzo vintage'owo. Bardzo nas interesuje, w jaki sposób osiągacie brzmienie typowe dla lat 70'.
Simone Rossetti: Trafiłeś do odpowiedniej osoby! To wszystko przeze mnie (śmiech) - Cieszę się. Powiedz też, dlaczego wybraliście akurat brzmienie w takim stylu?
SR: Wierzymy, że to brzmienie będzie odpowiadać zarówno naszym kompozycjom, jak i utworom Genesis, które gramy w trakcie tej trasy. W przypadku na przykład organów Hammonda używamy głównie oryginalnego T-102, z reguły bierzemy także na koncerty Melotrone'a LFO100, co nie udało się jednak w Polsce - mamy po prostu za dużo sprzętu (śmiech). Staramy się za każdym razem zabrać sampler z co najmniej trzema próbkami smyczków, używamy też próbek instrumentów blaszanych. Mamy też kilka syntezatorów, dzisiaj używamy ART PRO SOLOIST, a dla celów nagrań MINIMOOG-a. Używamy pedałów, które sterują dźwiękiem syntezatorów poprzez MIDI. Czasem używamy też klasycznego Moog Taurus, ale odkryliśmy, że Minimoog brzmi lepiej. - Czy to wszystko to oryginalny, vintage'owy sprzęt z lat 70., czy też dzisiejsze konstrukcje?
SR: Oczywiście jest to vintage'owy sprzęt. Tylko wtedy, kiedy nie możemy go zabrać, używamy samplerów odtwarzających ich próbki. Każdy, kto gra taką muzykę wie, że kiedy używa się nowoczesnego sprzętu, to traci się te specyficzne harmoniczne, to „coś”, które chcemy mieć, znika i jest niemożliwe do podrobienia za pomocą dzisiejszego sprzętu. - A co z gitarami? Czy to też wszystko oryginalne instrumenty?
SR: Giorgio używa Gibsona Les Paula... nie wiem, jaki ma dokładnie wzmacniacz. Wiesz, kiedy masz dobry wzmacniacz, możesz osiągnąć „to brzmienie”. - Zapytam jeszcze o to Giorgio'a. Jak nagrywacie swoją muzykę?
SR: Wszystkie kawałki z naszej płyty są nagrywane na taśmach magnetofonowych i przepuszczone przez oryginalny mikser z 74. roku ze studia, gdzie nagrywał m.in. King Crimson. Nie pamiętam marki, ale przeszedł już tyle poprawek, że można przyznać, że jest robiony ręcznie. W nagrania włożyliśmy całą naszą energie i maksymalną ilość czasu, że by być w 100% zadowolonym z tego, co zrobiliśmy. - A w porównaniu do Genesis – czy staracie się się używać tych samych ustawień, co oni, czy to wasze własne pomysły?
SR: Tak, hmm... jeżeli chodzi o Hammonda, to używamy tych samych presetów, można bez problemu znaleźć je tylko w tym modelu, więc musieliśmy ten instrument kupić. Ja głównie szukałem brzmień syntezatorów – mamy kilka starych i kochamy je bardzo, mój Mini Moog jest na przykład zawsze lekko rozstrojony. Kiedy możemy, mamy ze sobą piano Wurlitzer'a z efektem Fuzz, używamy też Melotrone. Bass jest z kolei własną konstrukcją naszego basisty. W zasadzie wszystkie instrumenty, na których gra, poza tym akustycznym, to jego dzieła. Używa przystawek Rickenbacker'a, więc jego brzmienie jest bardzo podobne to tego znanego z Genesis. Mieliśmy wcześniej basistę, który grał na Stick'u, więc różniło się to bardzo od tego, co teraz. - Simone powiedział, na jakim instrumencie grasz. To Les Paul Custom, prawda?
Giorgio Gabriel: Zgadza się. To oryginalny sprzęt z 1976, kupiłem go od przyjaciela wiele,wiele lat temu i to moja ulubiona gitara. Mam ich trochę, ale to jest dokładnie to, czego potrzebuję (śmiech). - Używasz oryginalnych przystawek?
GG: Tak, wszystko jest jak najbardziej oryginalne. Próbowałem współczesnych Les Pauli, w porównaniu z nimi mój wydawał się trochę cichszy, ale mimo to i tak lubię go najbardziej. - W sprawie tego, że gracie utwory Genesis – używasz takiego samego sprzętu, jak oni w tamtych czasach?
GG: Nie do końca. Gitarzysta Genesis nie zawsze używał Custom'a, zależnie od roku. Natomiast wzmacniacze są te same. Lubię ustawienia oryginalne, natomiast używam też swoich. Mam wzmacniacz Mesa Boogie. - A co, jeśli chodzi o efekty?
GG: Nie mam ich wiele. Używam pogłos Lexicon'a, chorusa i to w zasadzie tyle, opieram się głównie na gitarze i wzmacniaczu, nie aż tak bardzo na efektach. - Jaki to dokładnie wzmacniacz? Stary/nowy?
GG: Nie aż taki nowy, pochodzi z lat 90'tych. Mesa Boogie Simul-Satelite. - Słyszałem, że nagrałeś także solowy album inspirowany Patem Methenym. Czy używałeś tego samego sprzętu?
GG: Tak, w zasadzie tego samego. Co do muzyki, to dostaniesz płytę, opisz swoje wrażenia, jestem bardzo ciekaw. To trochę inna muzyka, bardziej..hmm...relaksująca (śmiech) Rozmawiał: Bartek Lewandowski Fragment koncertu z autorską kompozycją The Watch The Watch – koncert w Blue Note w Poznaniu (mp3, 11 MB) 


Organizator koncertu: Agencja Oskar |