|
Tym razem coś dla fanów mocnego, progresywnego, metalowego uderzenia. Instrument, który wyglądem przykuwa uwagę nawet stuprocentowych laików, bo drugiego w takim wzorze ze świecą szukać. W zamierzeniu – ogień, siła, moc i kto wie, co jeszcze...
Bartek Lewandowski
Utarty model rasowego rockowego gitarzysty to długowłosy facet w skórzanej kurtce. Dlaczego tak? Bo granie na gitarze zawsze było w jakiś sposób buntem przeciwko zwykłemu sposobowi życia. Wyobrażacie sobie Jimmiego Hendrixa w smokingu? Jimmi'ego Page'a z teczką i w lakierkach? Ha? No właśnie.

Problem w tym, że w tej chwili większość gitarzystów wygląda tak samo, a standardowy podział na Gibsona, Fendera i Ibaneza (nie ujmując niczego innym produkcjom – tego jest po prostu najwięcej) sprawił, że w gitarowym światku niełatwo być oryginalnym. Ludzie raczej lubią to, co znają. Można wymierzać z armat do Strat'ów z okopów Les Paula i odwrotnie, a można pójść własną drogą. Okazją do tego jest właśnie testowany Flame Dragon firmy Mayones.

Start, zaczynamy od wyglądu. Otwieramy karton i...szczęka opada. Już na pierwszy rzut oka widać, że część z otwierających popatrzy z zachwytem, a część tylko się uśmiechnie. Czarny, jesionowy korpus jest poprzetykany nitkami piaskowanego srebra. Producent na każdym kroku przypomina, że każda gitara z tej serii będzie wyglądać inaczej, a to z powodu tego, że wzory układają się różnie w wykorzystanych kawałkach drewna. W dodatku mamy do czynienia z czymś nieczęstym, bo wykończenie jest matowe, a nie na wszechobecny wysoki połysk. Takie customowo-seryjne wiosło.

Co do kształtu, to niby przypomina Gibsona SG, ale lekkie przekrzywienie całości sprawia, że wygląda inaczej. W dodatku charakterystyczne rogi są trochę bardziej spiczaste, co nadaje całości jeszcze większy pazur. Bliżej Dragonowi do bliżej ESP VIPER. Ale ESP w Polsce dopiero raczkuje, więc raczej pierwsze skojarzenia będą szły w kierunku kształtu powszechnie znanemu. Kolory jakie znajdziemy na tej gitarze są dwa – srebro i czerń. Czarna jest główka i klucze, przetworniki (o nich za chwilę), przełącznik, potencjometry, nawet mostek. Srebrna za to jest grafika smoka (logo serii), no i wspomniane wypiaskowane nitki.

Pierwsze wrażenie po postawieniu sprzętu na kolanie to, hmm, jest lekko niewygodnie. Wszystko za sprawą wspomnianego przekrzywienia, dół korpusu jest przez to wygięty i nie układa się dobrze podczas siedzenia. Problem znika za to po zawieszeniu gitary na pasku – tym razem przypięcie jest z tyłu, więc zakładamy go odwrotnie, jak w jazzowych wiosłach. Instrument jest bardzo dobrze wyważony, główka nie lata w żadną stronę, a cała konstrukcja trzyma się jednej pozycji. Spokojnie opuszczamy go nisko, unosimy lekko brwi z zaciekawieniem i podłączamy kabel do wejścia wzmacniacza – ustawionego uprzednio na wysoki gain i miażdżący przester, bo jakby inaczej postąpić z...

...aktywnymi przystawkami! No właśnie, kilka słów o nich. Zastosowano tutaj pickupy EMG-81 przy mostku i EMG-85 przy gryfie. Niespecjalnie przepadam za baterią zamontowaną w korpusie, bo z reguły udaje się w ten sposób ominąć jakikolwiek wpływ drewna na brzmienie, ale są też plusy – sygnał, jaki płynie do lamp przedwzmacniacza jest mocno i konkretnie dobity, więc na pewno wygeneruje więcej przesteru. Wracamy do momentu podłączania...

Pierwsze wrażenie zgodne z oczekiwaniami. Tak, nawet je przerasta – uderzenie akordu na przestrojonej gitarze do Drop–D powoduje, że odlatujemy do tyłu, zależnie od stopnia, w jakim źle skalkulowaliśmy ustawienie magicznej gałki „Master Volume”. Na 100 W polecam na początku nie wychodzić poza kreskę z czwórką, a już na pewno nie docierać do siódemki, z jaką zacząłem ja:)

Brzmienie? Konkretne. Bardzo ciemne, bardzo dużo dołu i niekoniecznie dużo góry. Ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że ciężko porównać je do jakiegoś wszystkim znanego odnośnika. Trzeba pokombinować, żeby gitara nie „schowała się” z tyłu, kiedy gramy z basem i perkusją (udało się po krótkim kręceniu), ale za to barwa na pewno przykuwa uwagę, a o to chodzi, prawda? Struny są przeciągnięte przez korpus, więc mamy zapewniony niezły sustain, dźwięk raz uderzony trwa, i trwa...Nie uzyskamy tutaj uniwersalnych brzmień, wiosło jest definitywnie dedykowane dla fanów cięższej muzy. I to zdecydowanie słychać, z dobrym efektem.

Zamontowany przykręcany gryf z palisandrową podstrunnicą jest raczej cienki, chociaż nie aż tak prostokątny, więc gra się na nim szybko i przy okazji wygodnie chwyta akordy, przez co ręka się nie męczy. Struny fabrycznie ustawiono bardzo nisko nad progami (nareszcie!), co dodatkowo dodaje kilka punktów do szybkości. Jako, że bardzo lubię prostotę, to ucieszył mnie mostek tune-o-matic, czyli najmniej skomplikowana z możliwych konstrukcja, a zarazem najbardziej niezawodna i nie hamująca wybrzmiewania. Gitara jest całkiem lekka jak na tego typu kształt, więc na pewno nie sprawi kłopotu plecom przy wielomiesięcznym codziennym graniu. Plus, wydamy mniej na lekarza, a więcej na piw...sprzęt! ;)

Na koniec dodam, że wiosło jest naprawdę fajnie wykonane – nie znalazłem żadnej niedoróbki, wszystko jest połączone i zrobione z widoczną dbałością o szczegóły.

Przygoda z Flam'em jest naprawdę ciekawa, tak samo, jak ciekawy jest wygląd tej gitary. To, co można o niej powiedzieć na pewno, to fakt, że nikogo nie pozostawi obojętnym. Każdy, kto raz na nią spojrzy, ustawi siebie w szeregu wielbicieli lub przeciwników. Moim zdaniem to naprawdę dobra okazja, by standardową czerń zastąpić czymś oryginalnym i zarazem stylowym, co doskonale prezentuje się w ferii świateł scenicznych. Zwłaszcza, jeśli preferujemy mocne, masywne i głębokie brzmienie, bo to do Smoka dokładane jest w standardzie. A okazja w dwójnasób korzystna – przy szalejących kursach walut zachodnich i drastycznych podwyżkach cen instrumentów importowanych Flame Signum Silver Dragon jest super korzystną propozycją, przy jakości wykonania całkowicie wartą grzechu...

Oto nagrania testowe – w pierwszej kolejności nagrania Wojciecha Hoffmanna. Użyty sprzęt do combo Crate V18 212, kostka Fulltone Robin Trower Overdrive, mikrofony Shure SM57 i Avantone CK33
Fragment utworu NYC z solowej płyty Wojtka Hoffmanna

Moje nagrania testowe zagrane na wzmacniaczu Marshall AVT100 nagrane mikrofonem Shure SM57
Producent: Gitary Mayones
Dane techniczne:
- Konstrukcja – bolt-on ( gryf przykręcany)
- korpus -jesion
- szyjka – klon górski, BLK-M, lamówka
- podstrunica,radius – palsander, radius zmienny 14''-16''
- oznaczenia – logo 'Silver Dragon na główce, kropki boczne
- skala – 628mm (24,7'')
- progi – 24 medium jumbo Ferd Wagner
- wymiary – szerokość I:43mm; XXIV:58mm; grubość: I 21mm; XII:22mm
- główka – odchylona. BLK-M
- przetworniki, konfiguracja – H-H; EMG 81 (b) + 85 (n)
- mostek,kolor – stały, tune-o-matic, BLK; struny przez korpus
- stroiki,kolor – Shaller M6, BLK
- kontrola – 1xVolume, 1xTone, przełącznik 3-poz, uchylny
- kolor – czarny mat ze słojami piaskowanymi na srebrno
- struny - GHS
|