|
Amerykański Krank dał się poznać jako firma produkująca wzmacniacze do cięższych rodzajów muzyki - powinny generować zdecydowaną, powalającą ścianę dźwięku. Produktem tak zwanym flagowym jest lampowy Krankenstein - my do testów wzięliśmy hybrydową konstrukcję Revolution SST.
Bartek Lewandowski
Krank Rev SST - hybrydowy wzmacniacz gitarowy o mocy 200W z dedykowaną paczką SST 4X12 cab
Amerykański Krank dał się poznać jako firma produkująca wzmacniacze do cięższych rodzajów muzyki - powinny generować zdecydowaną, powalającą ścianę dźwięku. Produktem tak zwanym flagowym jest lampowy Krankenstein - my do testów wzięliśmy hybrydową konstrukcję Revolution SST.
Na początek kilka technicznych szczegółów:
- moc 200 W
- konstrukcja hybrydowa (połączenie lampowego preampu i tranzystorowej końcówki)
- preamp na trzech lampach 12AX7
- końcówka mocy (poweramp) na tranzystorach MOSFET
- dwa kanały: KLEEN i KRANK
- w każdym kanale 3-pasmowy EQ
- w kanale KRANK dodatkowo regulacja głośności MASTER 1 i MASTER 2 oraz filtr sweep
- funkcja BOST z regulacją poziomu
- pętla efektów
- sterowanie przez footswitch
- wyjście kolumnowe dla oporności minimum 4 Ohm
kolumna:
- głośniki: 4 x 12" Eminence V12
- obudowa z litego drewna
- metalowa płyta przednia
Z przodu mamy jeszcze ręczną możliwość zmiany kanału, natomiast po odwróceniu głowy można zauważyć pętlę efektów ze znanymi każdemu złączami SEND i RETURN . Jeżeli chodzi o ilość przełączników, Revolution SST jest stosunkowo prosty w obsłudze. Oba kanały są sterowane tylko za pomocą gałek (nie ma wszechobecnych, często według mnie niepotrzebnie montowanych przycisków bright etc) co powoduje, że jednak musimy ustawić jedno interesujące nas brzmienie przesteru i jedno clean, chyba, że w trakcie grania zamierzamy biegać i kręcić gałką MASTER2. Która, niemniej, naprawdę się przydaje i jej obecność to duży plus. Szkoda, że nie ma możliwości odpalenia jakiegoś BOOSTA z poziomu footswitcha – przydałoby się kilka decybeli dodawanych okresowo podczas solówek, ale to powinna załatwić zewnętrzna kostka.
Zaczynając pracę z tym wzmakiem, zauważyłem od razu bardzo ciekawą zależność występującą tylko na kanale Krank. Mianowicie, kiedy zaczynamy od samego początku skali rozkręcać nasz wzmacniacz, najpierw (mniej więcej do pozycji 2 na 10 gałki Master2) sprzęt generuje same wysokie i średnie tony. Po przekręceniu wyżej, np na 3-4 już wszystko jest w najlepszym porządku, z tym że wtedy jest naprawdę głośno. Ustawienie gałek na baczność (pozycja godziny 12) powoduje generację sporej liczby decybeli. Na pewno nie da rady ćwiczyć na tym w domu, chyba, że mieszkamy w leśniczówce lub też na innego rodzaju kompletnym odludziu. Nie uruchomiłem podczas całego okresu testowania wzmaka na więcej niż 3/4 mocy, to już było absolutne maksimum głośności, jakie byłem w stanie wytrzymać nie w plenerze :-) Mocy temu urządzeniu nie brakuje na pewno, to mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, słychać to od razu po podłączeniu.
Brzmienie? To, czego się spodziewałem, to mocny, solidny przester i raczej dedykacja do mocnego grania. Zobaczmy...
Gama brzmień distortion, jakie udaje się RevolutionSST wykręcić, jest raczej zawężona do high-gainowych, potężnych przesterów. Lekkie "dobicie", jakie można uzyskać przez dorzucenie jeszcze jakiegoś efektu w kostce powoduje, że szczęka opada. Dosłownie, w tej kwestii Krank jest moim zdaniem jednym z liderów. Nie brakuje mu góry, a udało się uniknąć szklistości, która czasem sprawia problem. Ustawieniem, które mi podobało się najbardziej, było puszczenie na wzmacniacz sygnału z humbuckera przy gryfie – wtedy gitara nabiera mocy. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie „przebasować” gitary, to nie my jesteśmy przecież od niskich rejestrów, natomiast taka kombinacja najlepiej pasowała do akordowego grania na tłumionych strunach.
W poszukiwaniu barwy przydaje się bardzo gałka Sweep. Dzięki temu udało mi się uzyskać zdecydowanie więcej możliwości, niż gdybym był skazany na sam equalizer.
Kiedy do niekoniecznie bardzo rozkręconego gaina na przesterze podpiąłem jeszcze dodatkowo znaną wszystkim kostkę Turbo Distortion Bossa, zabrzmiało już zupełnie wystarczająco. Na próbie podczas grania z kapelą, wystarczyła jedna gitara, by wypełnić zarezerwowaną dla niej przestrzeń pasma.
Jeżeli chodzi o kanał czysty, to w zasadzie też nie ma się do czego doczepić – wzmacniacz fajnie reaguje na zmiany przetworników. W gitarach rozłączyłem cewki, zaszumiało, przełączyłem na humbuckery, pojawił się bardziej „tłusty” sygnał, czyli wszystko jak trzeba. Niestety nie idzie wykręcić crunchowych, bluesowych brzmień w stylu Marshalla Bluesbraker'a, ale tu powinna pomóc odpowiednia kostka – zgodnie zresztą z przewidywaniami. Lampy przedwzmacniacza trochę „ocieplają” brzmienie powodując, że brzmi przyjemnie dla ucha, trzeba jednak mieć na uwadze, że nie jest to pełna lampa i „gada” inaczej. Nie traci wiele na dynamice, jest to maszyneria na tyle dobrej klasy, że tego problemu nie ma.
Transport
W transporcie sprzęt sprawdził się całkiem dobrze. Nosząc głowę trzeba pamiętać, że po lewej stronie mamy układ tranzystorów i transformatorów, zdecydowanie cięższy niż lampy po prawej, co jednak nie jest wielkim kłopotem ze względu na wygodną rączkę (która jednak mogłaby być przyczepiona asymetrycznie – czepiam się, wiem)
Co do paki natomiast, mamy standardowe dwa uchwyty z boków, które zdecydowanie ułatwiają pracę. Zatem, sprawdzone rozwiązania.
Jeżeli już jesteśmy przy sprawach hardware'owych, to charakterystyczną cechą tej paki jest możliwość zdejmowania przedniej płyty, przyczepionej na rzepy. Przy dolnej krawędzi mamy dwa kawałki materiału, które w tym pomagają. Łapiemy za którykolwiek...
pociągamy za nie...
i mamy kolumnę bez przedniej ściany. Wygląda zdecydowanie rasowo.
Nagrałem kilka przykładów dźwiękowych z niezbędną pomocą Shure'a SM57 i Line6UX:
Więcej przykładów możliwości brzmieniowych testowanego wzmacniacza zamieściliśmy w dziale Soundcheck - przykłady dźwiękowe nagrał w MM Studio Wojciech Hoffmann (TURBO).
Podsumowując, tego wzmaka można polecić wszystkim grającym rocka i cięższe odmiany gitarowej muzyki. Jak napisałem wcześniej, trzeba przygotować się do grania w sali prób z uwagi na głośność. Sprawdzi się podczas mocnych riffów, generując ścianę dźwięku. Przester jest zupełnie wystarczający, a kiedy zabieramy taki sprzęt na scenę, nie powinniśmy prosić o gitarę w monitorach. Trzeba się natomiast pilnować, żeby nie zagłuszyć wszystkich dookoła:)
Dystrybutor: FX Music
|