Ryszard „Hazub” Hazubski - poznański gitarzysta uwikłany w projekt Neurothing. Jego głównym instrumentem jest 7-strunowy Schecter Jeff Loomis.
/hazub 1B.jpg)
- Jak rozpocząłeś swoją przygodę z gitarą? Uczyłeś się w szkole muzycznej?
Tak naprawdę moja przygoda z gitarą rozpoczęła się w momencie, gdy zobaczyłem jak ktoś wyrzuca połamaną gitarę do śmietnika. Coś mnie tknęło i zabrałem ją do domu, miała trzy struny (śmiech). Ojciec pokazał mi jakieś chwyty i tak walczyłem na tych trzech strunach przez całe dnie. Po miesiącu rodzice doszli chyba do wniosku, że nieźle mi idzie i kupili mi resztę strun (śmiech). Byłem wtedy w 4 klasie szkoły podstawowej… Co do szkół muzycznych to jedyna do jakiej uczęszczałem to ognisko muzyczne - 4 lata grałem różne klasyczne kawałki. Tam poznałem naukę gry na gitarze klasycznej za pomocą cyrkla i linijki (śmich). Cyrkiel służył do stabilizacji prawej ręki - za każdym razem jak ręka odskakiwała po szarpnięciu struny nadziewała się na cyrkiel (śmiech). Linijka natomiast służyła do pokazania gdzie musi być kciuk lewej ręki podczas gry - czyli jak wystawiałem go na krawędź gryfu mój profesor zwyczajnie trzaskał mnie w kciuk (śmiech), jak nie trafił to mówił, że sobie instrument psuje (śmiech). Metoda może trochę kontrowersyjna, ale skuteczna! (śmiech).
- Jakimi zespołami inspirowałeś się w tym czasie?
Z racji, że miałem wtedy niewiele lat to nie miałem jakiś specjalnych inspiracji muzycznych… z tego, co pamiętam to bardzo chciałem wtedy grać flamenco. Inspirację przyszły dopiero później, gdy poszedłem do liceum i zacząłem grać w pierwszej swojej kapeli (śmiech). Wychodzi na to, że na początku mojej przygody wystarczyła mi sama przyjemność z tego, że potrafię wydobyć cokolwiek sensownego ze strun i to dawało mi wielką frajdę. Po części jest tak do dnia dzisiejszego (śmiech). - Ćwiczysz w domu, czy wystarczają ci próby i koncerty?
Niestety nie należę do osób, którym wystarcza granie na próbach i na koncertach, no chyba, że się jest w trasie przez parę miesięcy (śmiech). Cokolwiek gram muszę wysiedzieć grając w kółko rzeczy, które mi nie wychodzą. Dla mnie nie ma innej rady, ale znam szczęśliwców, którym przychodzi to łatwiej. Gotowa recepta na granie nie istnieje, każdy musi odkryć swoją drogę. Ja mam parę stałych zagrywek, które wciąż powtarzam, aby poprawiać technikę. Traktuję to zawsze jako rozgrzewkę. Potem zwykle przechodzę do ogrywania materiału lub robienia nowych rzeczy. Co do czasu jaki temu poświęcam to w sumie każdą wolną chwilę, ale niestety tych chwil zawsze jest zbyt mało (śmiech). - W jakich zespołach grałeś zanim pojawił się Neurothing?
Grałem w wielu różnych zespołach, był kiedyś taki czas, że miałem trzy bandy, ale żaden nigdy specjalnie się nie wybił z piwnicznego grania, więc nazwy te właściwie tylko bardzo wtajemniczonym coś by powiedziały, wiec je pominę (śmiech). Tak naprawdę nie zawsze siedziałem w ciężkich klimatach. Gdy zaczynałem to było coś bardziej w stylu rockowo-bluesowym. Jakoś to we mnie powoli ewoluowało (śmiech). /hazub 3B.jpg)
- Grasz na 7-strunowym Schecterze Jeff Loomis. Dlaczego akurat ta gitara? Długo zajęło ci przestawienie się z tradycyjnej szóstki na siódemkę?
Co do mojego Schectera to dlatego, że jest to jedyny model seryjny na świecie, który posiada barytonowy gryf przy sódemce i przysłowiową wajchę (śmiech). Od jakiegoś czasu grałem na barytonowych wiosłach i w momencie, gdy naszło mnie aby spróbować na siedmiostrunowcu to tylko to jedno wiosło się nadawało. Zamówiłem kiedyś lutniczą gitarę swoich marzeń, ale niestety lutnik, który się tym zajmował nie poradził sobie z tematem, więc gram na tym co jestem wstanie zdobyć (śmiech). Przestawienie się na siódemkę nie sprawiło mi większych problemów, na dzień dzisiejszy większym problemem by było gdybym miał się przestawić na szóstki... miałbym kłopot bo pewnych dźwięków już bym nie znalazł (śmiech). Biorąc pod uwagę ogólną konstrukcję mojego Schectera, jego mostek i naprężenie strun przy barytonowym gryfie, zdecydowałem się kupować każdy rozmiar na sztuki. Po prostu składam własny zestaw opierający się na strunach od 068 do 009. - Masz jakieś inne instrumenty w swojej kolekcji?
Kiedyś miałem dość rozbudowaną kolekcję i plany, aby cały pokój sobie gitarami poobwieszać, ale zarzuciłem to i tak oprócz wspomnianego Schectera mam jeszcze Ibaneza MMM1.
- Neurothing ma bardzo charakterystyczne brzmienie. Jakiego pieca i efektów używasz?
Mam tylko piec Line6 Vetta II, ale jak ktoś kojarzy ten model to wie, że tam jest wszystko (śmiech). Co do charakterystyki brzmienia to jest to wypadkowa wszystkich instrumentów w bandzie, więc moje brzmienie jest tylko jego częścią. Korzystam z symulacji dwóch sygnowanych przez Line6 brzmień dokręcając resztę według swojego ucha (śmiech). - Masz w planach jakieś zakupy sprzętowe?
Marzy mi się wciąż siódemka lutnicza według mojego projektu, ale chyba jeszcze nie teraz (śmiech). - Wasza ep-ka Vanishing Celestial Bodies zmiksowana przez Jacka Chraplaka znanego m.in. z produkcji płyt Flapjack i Acid Drinkers to kawał dobrego grania. Po Murder Book można spodziewać się tego samego?
Murder Book to nie będzie to samo co VCB. Nowa płyta jest krokiem w stronę bardziej zaawansowanego grania, jest o wiele bardziej pokręcona. Wymagała od nas sporo wysiłku i cieszę się, że udało nam się osiągnąć wszystko co założyliśmy planując nagranie tej płyty. Udało nam się w pokręcone gitary wkomponować pokręcone wokale, dało to niesamowity efekt i mamy z tego wielką frajdę. Nie będzie to płyta dla każdego, ale myślę, że opinie będą jak zwykle przy takich produkcjach podzielone... jedni nas będą kochać a inni nienawidzić… a co za tym idzie nikt nie przejdzie koło tego obojętnie (śmiech). Z ciekawostek mogę dodać, że mastering został zrobiony na Florydzie w studio Boba Katza. - Kiedy płyta trafi do sprzedaży? Nawiązaliście współpracę z jakąś wytwórnią?
Z tego co wiem płytę będzie można nabyć od 1 czerwca poprzez naszą stronę myspace. Co do wytwórni to na dzień dzisiejszy rozmowy trwają i nic więcej na tą chwilę nie mogę powiedzieć. - Jak oceniasz nasz rynek fonograficzny i koncertowy? Czy polski muzyk może wyżyć ze swojej pasji tak jak koledzy z Wielkiej Brytanii, USA czy Skandynawii?
W Polsce z metalowego grania nie ma szans nawet na minimum socjalne, niestety. Nie ma co ukrywać, że wszyscy, którzy grają w Polsce metal żyją zupełnie z czegoś innego lub aby się utrzymać grają coś innego niż metal. Jest może parę wyjątków, ale to pojedyncze przypadki. Dlatego z tego miejsca - szacun dla wszystkich, którym jeszcze chce się robić muzę i walczyć z Polską rzeczywistością. Pewnie, że lubię grać koncerty. To zawsze potężny zastrzyk adrenaliny. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli zaprezentować nowy materiał na scenie. Strona internetowa: Neurothing na myspace
Rozmawiał Michał Wasyl |