|
Jakie przymiotniki możemy znaleźć na ich temat w internecie? Raczej głównie te opisujące pełnię zachwytu. Od momentu, kiedy kostki się pojawiły, wzbudziły furorę i znalazły swoje stałe miejsce w zestawach podłogowych wielu wykonawców. O czym mowa? O stacjach loopów. W tym teście przyjrzymy się krytycznie i bliżej dwóm podłogowym, flagowym BOSS-owskim cudeńkom - RC-2 i RC-20XL.
Bartek Lewandowski
Jakie przymiotniki możemy znaleźć na ich temat w internecie? Raczej głównie te opisujące pełnię zachwytu. Od momentu, kiedy kostki się pojawiły, wzbudziły furorę i znalazły swoje stałe miejsce w zestawach podłogowych wielu wykonawców. O czym mowa? O stacjach loopów. W tym teście przyjrzymy się krytycznie i bliżej dwóm podłogowym, flagowym BOSS-owskim cudeńkom - RC-2 i RC-20XL.

Ludzie, w tym muzycy, od zawsze zastanawiali się w jaki sposób da się wykorzystać posiadany czas. Ilu jest multiinstrumentalistów, którzy swoje płyty nagrywają w całości sami, a do występów na scenie, będących przecież kwintesencją tworzenia muzyki i tak jest im potrzebna większa grupa muzyków. Dla przykładu, w zyskującym coraz większą popularność fingerstyle chodzi głównie o to, aby gitarzysta wyzwolił się poprzez granie symultanicznie podkładu razem z melodią. A to nieproste. Nie da się zresztą z przyczyn czysto technicznych zagrać samemu większości patentów naraz – wtedy z pomocą przychodzą wyżej wymienione kostki loopów.

Do wnikliwych testów wzięliśmy kostki BOSS RC-2 i BOSS RC-20XL. Co do pierwszej, to przyznam, ze po odpakowaniu przyszła mi do głowy wątpliwość, czy da się to wszystko obsłużyć za pomocą jednego pedału i trzech gałek. Może inaczej – byłem niezmiernie ciekaw, w jaki sposób jest to rozwiązane, bo nie wyglądało na intuicyjne w obsłudze. O tym jednak później. Wyższa wersja LoopStation, czyli BOSS RC-20XL jest już również większa, posiada dwa pedały i dwa niezależne tory wejściowe, a także zdecydowanie więcej przycisków. Oba modele mają możliwość zapamiętania do 11 fraz trwających w sumie maksymalnie 16 minut, razem z overdub'ami, czyli partiami nagranymi jedna na drugą. Zaczniemy od mniejszej kostki BOSS RC-2.

Co do samego wyglądu, to ten nie stanowi niespodzianki – wszyscy wiemy, jak wygląda stomp-box tej firmy i wygląda na to, że to się nie zmieni. Tym razem kolor obudowy jest czerwony. Z prawej strony mamy wejście instrumentalne i wejście na opcjonalny (nie w zestawie) footswitch. Od góry można podłączyć adapter 9V/50mA, znajduje się także wejście AUX (mp3, CD lub każde inne podobne źródło sygnału, choćby z kompa), natomiast z lewej strony jest wyjście, którym ślemy sygnał dalej. W przednim panelu są 3 gałki – podwójna głośności (level) i głośności, „przewodnika” (guide), dalej wybór frazy, z którą będziemy pracować (phrase select), a na samym końcu pokrętło trybu pracy (mode). Jest jeszcze przycisk tap tempo, służący do nabijania time'u. Zarówno mniejsza, jak i większa kostka działa na baterie, odpowiednio – 1 x 9V i 6 x 1,5V

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, obsługa nie okazała się intuicyjna. Po kilku próbach zauważałem już co prawda pewne prawidłowości na temat czynności, które urządzenie wykonywało po naciśnięciu poszczególnych przycisków, stwierdziłem jednak, że warto tym razem (kto w dzisiejszych czasach czyta instrukcje?) przeczytać manuala. Sięgnąłem więc z powrotem po pudełko... właśnie.

Pudełko, jak w każdym z małych efektów BOSSA, które do tej pory widziałem, jest trochę...za małe! Za każdym razem, chowając stomp-boxa z powrotem, ma się takie wrażenie. Może kiedyś to się zmieni, na razie funkcjonuje jednak jako ciekawostka :) Polecam przeczytanie, a przynajmniej przejrzenie instrukcji wszystkim, którzy zdecydowali się na zakup tego urządzenia, bo można tam znaleźć wiele funkcji, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Zacznijmy jednak od początku.

Jeżeli chodzi o nagrywanie fraz, to mamy do dyspozycji dwa sposoby pracy – kiedy sami poprzez naciśnięcie pedału decydujemy o początku nagrywania (górna środkowa ikona mode) oraz tryb auto, kiedy kostka sama reaguje na początek sygnału z gitary i zaczyna rejestrację loopa. Nagrywając zarówno w pierwszy, jak i w drugi sposób, kończymy frazę poprzez wciśnięcie pedału. Kostka jest co prawda wyposażona w funkcję Loop Quantitze, która po nabiciu tempa dostosowuje trochę naszą frazę do rytmu, jednak warto mieć trochę wprawy i nadepnąć w odpowiednim momencie.

Możemy dokonywać overdub'ów, dogrywając kolejny pomysł do już nagranego. Żeby to zrobić, znów naciskamy pedał i nagrywamy swoje kończąc tak, jak poprzednio. Jeżeli nam się spodoba , zostawiamy, jeżeli nie – poprzedni fragment (ang. take) możemy zawsze skasować, trzymając przez chwilę wciśnięty pedał. Żeby zatrzymać odtwarzanie, wciskamy go szybko dwukrotnie. Według producenta nie ma limitu ilości overdub'ów, poza czasowymi możliwościami zapamiętywania przez kostkę (wspomniane 16 minut), ja nie napotkałem jak dotąd na żadne ograniczenia, a używam kostkę intensywnie od miesiąca :-)

Żeby ułatwić wejście w time, dodano moduł guide, czyli po naszemu, przewodnika. Są to po prostu bębny w różnych konfiguracjach, które możemy używać do ćwiczeń. Jest ich w sumie 35 w różnych stylach i rytmach, od popu, przez rock, do bossa novy, w metrach 3/4 i 4/4. Możemy dostosować tempo do własnych potrzeb, a ich głośność regulować gałką guide. Jeżeli chodzi o ich jakość, to do ćwiczeń jest moim zdaniem dużo bardziej niż wystarczająca.
System, jakim dysponuje RC-2 pozwala na zapisywanie (nie zapomnijmy zrobić tego PRZED wyłączeniem kostki z prądu!) i zgrywanie, jak napisałem wcześniej, 11 różnych fraz. To naprawdę sporo zabawy, nie sądzę, żeby potrzebne było więcej. Mimo że obsługa z początku nie wydawała się intuicyjna, szybko wchodzi w krew i już tego samego dnia, w którym otworzyłem pudełko, zabrałem ją na koncert – sprawdziła się znakomicie, żadnych trzasków, żadnych rozjazdów tempa! Dzień później nadszedł czas na większego brata – RC-20XL...
W pierwszej chwili myślałem, że to dużo potężniejsze narzędzie, przyjrzałem się jednak bliżej i część z gałek przedniego panelu zaczęła wyglądać znajomo. Podwójne pokrętło głośności level/guide z RC-2 zostało rozbite na dwa, ponieważ natomiast są dwa oddzielne tory wejściowe, to każdy z nich posiada oddzielną regulację poziomu wejściowego (mic/instr input level). Mamy jeszcze w środku wybieranie fraz i przyciski: reverse (o tym za chwilę), tap tempo, write/exit/autostart (zamiast gałki w poprzednim modelu), no i mode.

Co do panelu wejść/wyjść z tyłu, to po kolei: wejścia instr/mic/aux, odwracanie fazy, reverse, no i oczywiście główne wyjście, którym wyprowadzamy sygnał dalej. Co to urządzenie potrafi, czego nie potrafiło tamto?
Po pierwsze i najważniejsze, mamy do dyspozycji wejście mic, które umożliwia nagrywanie fraz z gitary i mikrofonu, symultanicznie lub oddzielnie. Na pewno przyda się to wszystkim wokalistom, którzy sobie akompaniują. W taki sposób powstał np. kawałek bardzo ładnej zresztą dziewczyny, KT Tunstall o tytule „Black horse and the cherry tree”, który(a) zresztą zainspirował mnie do napisania tego testu :) To tak na marginesie...

Kolejną dodatkową funkcją jest reverse, czyli odwracanie. Dzięki temu możemy odtworzyć nagraną frazę... od tyłu! Działa to zdecydowanie lepiej niż się spodziewałem, a efekt brzmi naprawdę zaskakująco. Za pomocą RC-20XL można też zmienić tempo utworu, jaki aktualnie rozpracowujemy bez zmiany częstotliwości/wysokości dźwięku, trzymając wciśnięty prawy przycisk. Podstawową jednak przewagą większej kostki nad mniejszą jest łatwiejszy w orientacji panel, no i oczywiście dwa pedały, które umożliwiają np. bardziej poręczne nabicie tempa.

Nagraliśmy kilka przykładów dźwiękowych oraz tutorial video, na którym postaraliśmy się pokazać, jak te małe sprytne cuda działają.
Przykłady dźwiękowe w formie mp3 256kb/s pochodzą z powyższego video,
Co na koniec? Wydaje mi się, że większości instrumentalistów wystarczy w zupełności mniejsza wersja, natomiast zaopatrywanie się w XL ma sens w przypadku, kiedy chcemy używać też mikrofonu. Jeżeli chodzi o jakość nagranych i odtwarzanych fraz w każdej z nich, jest rewelacyjnie, bo w zasadzie nie słychać najmniejszej różnicy pomiędzy tym, co zostało „zloopowane”, a tym, co gramy w danej chwili. To sprawia, że profesjonalne korzystanie z nich nie napotyka na żadne przeszkody, wystarczy po prostu grać! Jedynym minusem tych urządzeń jest ich cena, ale jeżeli możemy sobie na nie pozwolić, na pewno się przydadzą.

Dystrybutor: Roland Polska |