Tej firmy nikomu przedstawiać nie trzeba. Obecna na rynku od 1964 roku, jest synonimem instrumentów używanych przez gitarzystów rockowych i metalowych. Jest też producentem gitar basowych, a wśród użytkowników znajdziemy Paul’a Gray’a ze Slipknot czy Gary’ego Willisa – jednej z najwybitniejszych postaci muzyki fusion. W ramach nowości zapowiedzianych na rok 2009 pojawił się nowy model z serii BTB. Trudno oprzeć się wrażeniu, że testowana basówka jest oparta na rozwiązaniach serii BTB6xx, są jednak pewne różnice. Przyjrzyjmy się dokładnie tej jeszcze „pachnącej fabryką” nowości, jaka pojawiła się w naszej redakcji
Donat Zamiara

Korpus tego instrumentu zbudowany jest z mahoniu, czym rożni się od swojego protoplasty z serii 6xx (orzech/jesion). Gryf zbudowano z wykorzystaniem technologii Neck-thru-body. Jest laminatem złożonym z pięciu części klonu i bubingi. Do zamocowania strun zastosowano pięcioczęściowy mostek MR-2, charakterystyczny dla wyższych modeli z serii BTB. W dziedzinie elektroniki nie ma kompromisów. W testowanej basówce zastosowano pickupy firmy Bartolini (brawo!) model MK2 (tym bardziej brawo!) oraz 18-voltowy preamp z trójdrożnym equalizerem. Osprzęt jest w kolorze Cosmo Black a korpus i gryf pokryto lakierem o nazwie Charcoal Brown. Hm…. Teoria za nami. Czas na…

Test Nie ma co ukrywać. Jak tylko rozpakowałem karton z testowanym modelem BTB, to rozpostarł się przede mną widok, który przykuł moją uwagę. Obok tej basówki nie można przejść obojętnie. Z radością i ciekawością wziąłem instrument w dłonie. Nie należy do najlżejszych, ale nie można mieć zastrzeżeń co do wyważenia. Gryf nie jest gruby, ale szeroki. Taki pięciostrunowy „lotniskowiec”. Jest to zapewne spowodowane rozstawem strun na mostku, który wynosi 19mm. Również menzura jest spora, bo liczy sobie 35”, więc do główki jest ciut dalej niż w większości basówek. I to właśnie było pierwsze spostrzeżenie – rozmiary. Wymagają przyzwyczajenia. Jeśli ktoś gra np. na Ibanezach z serii SR, to będzie miał z tym nieco kłopotu.

Natomiast przesiadka w drugą stronę powoduje, że każdy mniejszy instrument jest niesamowicie wygodny ;-). Model BTB775PB jest też wymagający pod względem techniki gry. Powodem tego jest długi sustain (co oczywiście zaliczam jako ogromny plus). Jeśli jednak nie opanujemy tłumienia strun w dostatecznym stopniu, to ta basówka nam nie wybaczy i obnaży wszystkie nasze niedociągnięcia. Z drugiej strony chyba jednak lepiej trochę poćwiczyć niż martwić się, że gitara nie „gada”.
Brzmienie „na sucho” dobrze komponuje się z majestatycznym wyglądem testowanego Ibaneza. Jest okrągłe i równe choć nie zaryzykuję stwierdzenia, że ciepłe. Kojarzy się raczej z dzwonem. Dla zwolenników grania techniką w stylu Billy’ego Sheehana, czy Gary’ego Willisa dobrą wiadomością będzie fakt, że przystawki są na tyle szerokie, by palce nie zapadały się między struny. Natomiast rozstaw strun pomaga nam w grze techniką slap, zwłaszcza, gdy do podrywania strun używamy więcej niż jednego palca.

Mimo, że testowany Ibanez wymaga przyzwyczajenia pod względem manualnym, to jest wygodnym i przyjaznym muzykowi instrumentem. Po podłączeniu BTB775PB do zestawu nagłośnieniowego, potwierdziły się przypuszczenia dotyczące brzmienia. Jest on mocne, okrągłe o pełnym bogactwie alikwotów. Początkowo może robić wrażenie zbyt potężnego i nie do opanowania, ale to tylko złudzenie. Bardzo dobrze sprawuje się korekcja 18-voltowego przedwzmacniacza. Mimo to, po dość długim czasie, spędzony z tą basówką w ręku, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że grono jej potencjalnych użytkowników zostało określone już na etapie projektowania. Moim zdaniem ten Ibanez sprawdzi się w muzyce rockowej (z odchyłem ;-) w kierunku fusion), metalowej i jej pochodnych. Mniej komfortowo czułem się grając walking. Trochę brakowało ciepła i nosowego pomruku. Natomiast dla tych, którzy lubią używać kciuka nie tylko do podpierania dłoni na pickupie, będzie to bardzo sensowny wybór.

Podsumowanie Moje wrażenia z testu są jak najbardziej pozytywne. Ibanez BTB775PB okazał się bardzo udaną konstrukcją. Dla jasności dodam, że piszę o instrumencie, którego cena (wg dealera) wynosi ok. 3200 PLN. Jeśli weźmiemy pod uwagę materiały i jakość wykonania wydaje się, że jest to bardzo ciekawa propozycja. Oprócz widocznych walorów brzmieniowo-użytkowych, które opisałem powyżej, należy dodać, że instrument był wyregulowany oraz zaopatrzony w świetne struny Elixir. Nie wiem, czy jest to zasługa producenta, czy też polskiego przedstawiciela – firmy Interton, lecz świadczy to na korzyść dla obydwu podmiotów gospodarczych ;-). Mam wrażenie, że testowana basówka zainteresuje muzyków preferujących wiele odcieni rocka. Mimo to warto się z nią zapoznać także wtedy, gdy wykonuje się nieco lżejsze gatunki muzyczne. Ja tak zrobiłem i nie żałuję ;-).

A teraz negatywne wrażenie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie mały drobiazg. Producent mógł nieco inaczej rozwiązać problem zasilania preampu. Potrzebne są do tego dwie baterie 9-voltowe, które zajmują sporo miejsca. Uważam, że niezbyt fortunnym rozwiązaniem jest wycięcie gniazda na baterie w konstrukcji gryfu i zamocowanie ich tam w tak nieprofesjonalny sposób. Estetów może rozdrażnić też odstająca klapka przykrywająca to miejsce. Na tym koniec narzekania. Ten bas „…potęgą jest i basta”.
Zapraszam do przesłuchania Soundchecku wideo.

Dystrybutor: Interton



 |