|
Przedstawiamy wnikliwy test kolejnej propozycji wprost z duńskiej fabryki – tym razem jest do blues-owy overdrive T-rex Alberta.
Maciek Kowalewski

Dlaczego blues-owy? Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieszać i eksperymentować z brzmieniami, ale to pierwsze skojarzenie, jakie przyszło do głowy każdemu, komu pokazałem tą kostkę. Na pierwszy rzut oka jest bardzo niepozorna, mimo świetnego wykonania – zaledwie trzy potencjometry, elektronika zamknięta w ascetycznym pod względem kształtu, ciemnoniebieskim, metalowym opakowaniu. Nie ma wielkiej filozofii wzornictwa, są tylko firmowe, białe napisy na wspomnianym tle i trzy duże, czarne gałki z białymi znacznikami. Konkretnie – GAIN (wysterowanie wejścia), TONE (regulacja tonów) i LEVEL (poziom wyjściowy).

Jeżeli chodzi o gniazda, to możemy znaleźć trzy niezbędne, czyli wejście zasilacza, poza tym wejście instrumentalne IN i wyjście OUT. Trzeba przyznać, że to rzeczywiście absolutne minimum. Ile razy jednak słyszeliśmy, żeby skoncentrować się na jednej rzeczy, zamiast na wielu jednocześnie? Tym razem konstruktorzy postawili na brzmienie. W zamierzeniu miało ono symulować lampowe przesterowania wzmacniaczy, dodające smaku utworom z lat siedemdziesiątych, a więc brzmieć ewidentnie analogowo. To udało się osiągnąć, nawet na hybrydowym piecu z końcówką tranzystorową i lampowym preampem, po włączeniu efektu słychać dążenie ku brzmieniu vintage. O tym, czy kostka w danej chwili działa, informuje nas, poza oczywistą zmianą charakteru dźwięku, wyjątkowo widoczna niebieska dioda LED, umieszczona przy górnej krawędzi.

Pamiętacie, jak Eric Clapton śpiewał „Alberta, Alberta?” Jeżeli tak, przenieście się na chwilę w taką stylistykę i powoli zacznie Wam się pojawiać obraz dźwiękowy, jaki można uzyskać za pomocą tego stomp – boxa. Jest on dość zawężony i mocno charakterystyczny. Na pewno nie można go uznać za uniwersalny efekt, prawdopodobnie nie przyda się w cięższych odmianach rocka, za to bluesmani będą go wprost ubóstwiać. Dodatkowo, bardzo fajnie działa jako booster czystego kanału, polecam spróbować takiej konfiguracji.

Kiedy gra się na nim, używając singli, bardzo ładnie podkreśla ich charakter, kiedy natomiast przeskoczy się na humbuckery, brzmienie staje się zdecydowanie bardziej okrągłe – dla każdego coś miłego. Mi osobiście bardziej przypadło do gustu połączenie z singlami, to już jednak kwestia indywidualnego feelingu;)

To, czego ten efekt nie posiada, to true bypass. Można zastanawiać się na zasadnością lub bezzasadnością jego stosowania, warto jednak pamiętać, że przy długim kablu true bypass powoduje znacznie większe straty sygnału, niż jego brak. Kiedy korzystamy z zasilacza, nie powinno być problemów, wszystko trzyma się na miejscu i nie ma tendencji do „wyskakiwania” z gniazda. Podczas koncertu, na którym go sprawdziłem, kolega grający na basie odnalazł akurat w sobie talent do rytmicznych, wysokich podskoków i nie miałem żadnych problemów z przerwami w zasilaniu pedalboardu, nie sądzę zatem, żeby było jakiekolwiek niebezpieczeństwo. A, wierzcie mi, ten basista wie (lub akurat wtedy mu się przypomniało), co to znaczy wysoko podskoczyć ;-)

Przygotowałem kilka przykładów brzmienia, które można wygenerować za pomocą tego niewielkiego urządzenia. Blues w E.
T-Rex Alberta - brzmienie 1
T-Rex Alberta - brzmienie 2
T-Rex Alberta - brzmienie 3
T-Rex Alberta - brzmienie 4
W kwestii wyboru źródła napięcia – jest również możliwość korzystania z baterii, to jednak oczywiście polecane jest tylko jako zastępstwo w chwili, kiedy przestanie działać zasilacz, na jeden koncert wystarczy w zupełności.
Jestem absolutnie przekonany, że żaden miłośnik bluesa nie przejdzie obok tej kostki obojętnie, chociażby po to, żeby ją sprawdzić. Miło kończyć ten krótki test stwierdzeniem, że T-rex po raz kolejny pokazał klasę!
Dystrybutor: Music Info |