|
Tym razem prezentujemy test gitarowej sygnatury Nicka Catanese z Black Label Society, czyli Washburn-a WI66ANC. Czego się spodziewać? Hi-gainowego brzmienia z rock’and’rollowych piekieł rodem. Go!
Bartek Lewandowski

Nick Catenese był endorserem Washburn-a przez pięć lat. Zakk Wylde, założyciel i frontman BLS nadał mu pseudonim The Evil Twin, w dowód uznania dla faktu, że potrafi zagrać tak dobrze jak on sam. Skromnie, prawda? ;-) Kilka kliknięć we wszechwiedzących googlach wystarczy żeby przekonać się o wyglądzie i stylistyce, jaką ci dwaj panowie prezentują na spółkę z kolegami. Test zaczniemy zatem od stwierdzenia, że wizualnie gitara jest kwintesencją tego stylu.
Konkrety.
W miękkim, ale solidnym pokrowcu znajdziemy wiosło w typie Les Paula. Nie jest tak okrągłe, korpus jakby trochę krótszy, od dołu zakończony charakterystycznym hakiem zamiast w miarę symetrycznej okrągłości. Klucze są ustawione płasko po bokach, a główka zaprojektowana w klasycznym kształcie. Jeżeli chodzi o kolorystykę, wszystko jest utrzymane w konwencji kontrastu ciemna całość – jasne wykończenia. Na topie widnieje industrialna grafika, która od razu kojarzy się z Black Label Society – nic zresztą dziwnego.

Instrument wzięty do ręki okazuje się dość ciężki, a to za sprawą masywnego, mahoniowego korpusu. Jest trochę grubszy od Les Paul-a, ale nieźle wyważony. Nie sprawia problemów przy dłuższym graniu na stojąco, chyba że ktoś jest wyjątkowo nieprzyzwyczajony – takich jednak nie ma wiele wśród gitarzystów lubiących ostrzejszego rock’and’rolla. Gryf jest raczej okrągły i gruby, dokładne przeciwieństwo płaskich desek Ibaneza, ale gra się bardzo wygodnie. Jako pickupy zamontowano nieśmiertelne, aktywne EMG 81’ i 85’ w układzie HH - w tym momencie już wiadomo, że instrument jest dedykowany do przesterowanych brzmień, jazzowego soundu nikt nie będzie tu szukał.

Po podłączeniu do wzmacniacza okazało się, że gitara nie jest jednak aż tak wyspecjalizowana, przywitał nas bardzo przyjemny clean, bez śladu świstów, pisków i sprzężeń, które czasem są problemem przy aktywnych pickupach. Z reguły jest to kwestia transportu – cewki są izolowane woskiem, który rozpuszcza się przy wysokich temperaturach. Tym razem plus dla zespołu logistyki, nie napotkaliśmy na żadne problemy.
Co ciekawe, po pokręceniu gałkami wzmacniacza okazało się, że „słychać” większy wpływ drewna na brzmienie niż zwykle w aktywnych EMG – z tego powodu wielu gitarzystów posiadających jakiekolwiek „dopalane” przystawki zdecydowało się wymienić pickupy na pasywne, po prostu brakowało charakteru. W tej gitarze jest jednak naprawdę nieźle, nie słychać „szkła”, można nawet pokusić się o porządny funk-owy beat. Znalezienie fajnego cruncha też nie stanowi problemu, wystarczy trochę pokręcić czterema potencjometrami i znaleźć odpowiednie dla siebie ustawienie trzypozycyjnego przełącznika.

Siłą tej gitary jest oczywiście spodziewane, solidne, przesterowane kopyto. Po rozkręceniu pickup’ów (szczególnie tego przy mostku) na wejście wzmacniacza idzie zdecydowanie potężniejszy sygnał niż zwykle. Pozwala to uzyskać też większe dopalenie na tych samych ustawieniach, co w przypadku instrumentu z pasywną elektroniką. Granie masywnych riffów nabiera kształtu, którego inaczej nie uzyskamy. Dodatkowo nie jest to zawężone do jednego typu barwy, system jest w miarę uniwersalny, więc nuda nie grozi. Dzięki temu my jesteśmy bardzo zadowoleni, a publika wyżej skacze.

Jeżeli chodzi o trzymanie stroju, jest bardziej niż poprawnie – zamontowano system Buzz Feiten, a konkretnie jedną z jego wariacji. To po prostu typ siodełka, które jest zaprojektowane tak, by kompensować mniej lub bardziej niekorzystne cechy intonacyjne typowego, zachodniego stroju EADGHE. W praktyce oznacza to tyle, że trzeba rzadziej się stroić i wszystko siedzi zdecydowanie pewniej, niż gdyby zastosowano same klucze. Dodatkowo w tym przypadku osprzęt jest spod znaku Grover’a, a mostek stały w typie tune-o-matic, więc problemów w tej kwestii brak.

Ta gitara, mimo większej niż zwykle uniwersalności jest dedykowana do mocniejszego grania – w tej roli sprawdza się znakomicie. Dobrze reprezentuje swoją półkę cenową, poradzi sobie na pewno na większej scenie, w studiu też zda egzamin. Jest to na pewno jedna z lepszych sygnatur, jakie ostatnio pojawiły się na polskim rynku, a już na pewno zaskakująco ciekawa jak na zestawienie z aktywnymi pickupami. Przy współpracy z niezłym wzmacniaczem na pewno wyprodukuje odpowiednio solidną ścianę dźwięku.
Przygotowaliśmy oczywiście kilka przykładów dźwiękowych:
Specyfikacja
- sygnatura Nick Catenese
- korpus i gryf: mahoń
- Podstrunnica: hebanowa
- płyta wierzchnia:klonu wzorzysty
- mostek: stały typu tune-o-matic,
- klucze: Grover 18:1,
- pickup'y: EMG'81 i '85 w układzie HH
- przełącznik trójpozycyjny
- potencjometry: 2 x volume, 2 x tone
- Buzz Feiten Tuning System
- Cena detaliczna: 3750 PLN




Dystrybutor: Music Info
|