|
Ten test będzie nietypowy o tyle, że skupimy się mniej na omawianym instrumencie, a bardziej na elementach jego wyposażenia. Do dyspozycji dostaliśmy nieco przerobioną gitarę T.Burton Foresthill, która posiada wbudowane trzy różne przetworniki L.R.Baggs z możliwością ich jednoczesnego podłączenia. Artykuł zainteresuje wszystkich tych, którzy zastanawiają się nad różnicami w przetwornikach wstawianych pod struny, wbudowanych w mostek, zewnętrznych mikrofonach... trudno znaleźć lepszą metodę porównania niż słuchanie efektów nagrania tej samej frazy różnymi metodami jednocześnie. Do dzieła!
Staszek Kazu Góryński
Na początek słów kilka o samej gitarze – nazwa modelu brzmi T.Burton Foresthill W-CN i prezentuje środkowy przedział cenowy. Takie gitary cieszą się w Polsce coraz większą popularnością, a Foresthill jest szczególnie godny uwagi z racji naprawdę dobrych materiałów użytych do budowy instrumentu i dobrego poziomu wykończenia. A to przekłada się na dobre brzmienie. Pewnie to było powodem zainstalowania przetworników w tej właśnie gitarze, bo rzecz powinna być możliwie najbardziej reprezentatywna właśnie dla ludzi, którzy będą nią zainteresowani.

Płyta wierzchnia z litego świerku w połaczeniu z mahoniowymi boczkami i tyłem powodują raczej jaśniejsze brzmienie, a gryf pochodzi z rodziny uniwersalnych, nie jest specjalnie gruby, ani również nie można o nim mówić jako o typowo płaskim czy też wyścigowym. Brzmienie jest w dość zrównoważone, oczywiście jak na pudło Western Cutaway, gdzie na pewno nie uświadczymy tak wyraźnego basu jak w konstrukcjach jumbo. Instrument jest odpowiednio głośny i w roli gitary testowej sprawdza się całkiem dobrze – gra się wygodnie, a barwa jest czysta i klarowna. Tyle w ramach wstępu, tymczasem przechodzimy do meritum sprawy.

Istotą modyfikacji jest to, co widać po obróceniu gitary i spojrzeniu na nią od strony mostka. W bocznej płycie znajdują się trzy gniazda, przyporządkowane kolejnym przetwornikom spod znaku L.R.Baggs, które posłużą nam dzisiaj do opisu poszczególnych technologii. Wszystkie mają swoje wady i zalety, czy też cechy charakterystyczne. Na pierwszy ogień idzie opcja:

L.R.Baggs M1
Jest to jedyny z trzech przetworników widoczny z daleka, bo stanowi prostopadłościenną płytkę montowaną w otworze rezonansowym i nietrudno go przeoczyć. Używają go między innymi Tom Petty i David Gilmour, a pomysł zrealizowano z myślą o plug & play, ponieważ nie wymaga wizyty u lutnika/posiadania nieczęstych umiejętności montażu instalacji pod mostkiem. Słowem, najlepiej zadziała jeżeli chcemy zamontować zdejmowalny pickup w swoim instrumencie.
Używanie M1 nie wymaga zewnętrznego preampu, a płytka jest gładka i kostka/paznokieć nie powinien klinować się między elementami. Instalacja jest zupełnie bezinwazyjna tylko w przypadku, w którym nie decydujemy się na wywiercenie dziury potrzebnej na zaczepienie gniazda, natomiast nawet jeśli postanowilibyśmy zrobić to elegancko i zgodnie z regułami sztuki, roboty jest i tak mniej niż z jakimkolwiek „mostkowym” układem.

Jak to brzmi? Porównywać będziemy za chwilę, ale już na samym początku wiadomo czego można się spodziewać. Ponieważ jest to aktywna konstrukcja, dla której wychwytywanie wibracji plyty jest tylko dodatkiem do głównej zasady działania, czyli reakcji na zmiany pola magnetycznego wywołane drganiem strun, w paśmie powinny dominować głównie środkowe częstotliwości. Tak właśnie to wygląda, nie ma mocnej i piaszczystej „góry”, brzmienie przyda się głównie tym, dla których gitara jest jednym z dominujących instrumentów, a rzadko wykorzustują ją podczas bardzo głośnych koncertów z dużym zespołem.
L.R. Baggs iBeam
Tym razem mamy do czynienia z sygnałem wzmacnianym przez wbudowany preamp, pochodzącym z przetwornika zbierającego wibracje. Instalacja jest nadal szybka i możliwa wyłącznie przez użytkownika, jeżeli oczywiście potrafimy wywiercić niewielki otwór na gniazdo wejściowe – identycznie jak w poprzednim przypadku.
Drgania są zbierane w opatentowany sposób z okolic mostka, następnie przetwarzane i przesyłane dalej. Wydaje mi się, że spośród tych trzech technologii ta daje w efekcie barwę najbardziej wyrównaną w pasmach i zbliżoną do naturalnej, czym zresztą chwali się producent. Jest to ogromny plus podczas występów solo i z towarzyszeniem gitary akustycznej, unikamy konieczności podstawiania dodatkowych mikrofonów i zyskujemy możliwość poruszania się na scenie, w tej konkurencji to zdecydowany faworyt. System iBeam mniej polecałbym natomiast podczas „dogrywania” podkładów do głośno zmiksowanego zespołu, ponieważ „szeroko” brzmiąca gitara może być nieco rozmyta na tle pozostałych instrumentów.
L.R. Baggs Element
To już typowy piezoelektryk do montażu w mostku. Konstrukcja jest klasyczna, znana wszystkim, którzy zdążyli się nieco zorientować w różnych sposobach nagłaśniania gitar akustycznych, czy też akustycznych instrumentów w ogóle. Brzmienie jest w oczywisty sposób mocno „piaszczyste”, prawie zupełnie odporne na wszelkiego rodzaju niepotrzebne piski i sprzężenia. Pracuje dobrze w swojej klasie, wbudowany przedwzmacniacz powoduje podbicie wynikowego sygnału, a przetwornik waży zaledwie 9 gram, przez co praktycznie nie zaburza naturalnych wibracji płyty rezonansowej.
Dla kogo jest to rozwiązanie? Na pewno nie polecałbym go tym, którzy myślą wyłącznie o grze solowej/akompaniowaniu sobie na gitarze, dla nich opisane wcześniej systemy sprawdzą się znacznie lepiej. Jest to natomiast niezastąpione podczas dużych koncertów, w których nagłośnionych wyraźnie musi być sporo instrumentów i ogólny miks jest głośny – wtedy realizator ma znacznie mniejszy problem z uzyskaniem dobrego brzmienia gitary.

Teraz pora na to, co najważniejsze, czyli porównanie brzmień poszczególnych przetworników. Nagraliśmy je równocześnie, dla porównania ustawiając naprzeciwko gitary lampowy mikrofon Peluso P12.
Podsumowanie
Powyższy test dotyczy nie tylko tych trzech przetworników, ale porównania tego rodzaju konstrukcji w ogóle. Jak widać, każda z nich posiada nieco odmienną charakterystykę, rodzaj brzmienia, przez co jedna sprawdza się w danych zastosowaniach lepiej, a druga gorzej – i na odwrót. Przy wyborze odpowiedniego sposobu nagłośnienia warto zastanowić się najpierw, do czego tak naprawdę nam się ono przyda, dzięki temu osiągnięty efekt sprawdzi się w naszej sytuacji najlepiej. Niemniej trzeba zauważyć, że przystawki L.R.Baggs ostro walczą na rynku i po przesłuchaniu przykładów wiadomo skąd ich popularność... Popularne produkcje dalekowschodnie są może i tańsze, ale nie oferują takiego potencjału brzmieniowego jak markowe L.R.Baggsy.

Na koniec zostawiłem jeszcze słowo niezbędnego komentarza. Zarówno gitara T.Burton Foresthill, jak i wszystkie trzy przetworniki L.R.Baggs sprawdziły się w roli podmiotu testu bardzo dobrze i możemy je ze spokojem polecić wszystkim tym, którzy zastanawiają się nad najbardziej odpowiednim dla siebie sposobem nagłośnienia.
Specyfikacja:
T.Burton Foresthill W-CN
- płyta wierzchnia lity świerk
- boczki i płyta spodnia mahoń
- mostek palisandrowy
- podstrunnica palisandrowa ożyłkowana
- szerokość gryfu przy główce: 43,0 mm
- szerokość gryfu na 12 progu: 53,6 mm
- lakier wysoki połysk
- klucze monolityczne
Przystawki:
L.R.Baggs M1, L.R.Baggs iBeam, L.R.Baggs Element

Dystrybutor: Kisielewski
|