|
Tak to czasem bywa z gitarami, że potrafimy się do jednego wiosła naprawdę przyzwyczaić i z nim zżyć. Zawodowi muzycy traktują instrument jako narzędzie pracy, ale mało który z nich potrafi obejść się bez emocjonalnego przywiązania do rzeczy, która towarzyszy mu przez długi czas. Co więcej, często kiedy coś stracimy, równocześnie potrzebując tego na co dzień, staramy się taką rzecz zastąpić identycznym odpowiednikiem, bądź czymś bardzo zbliżonym. Podobno właśnie tak było z tą gitarą, a bohaterem tej ( krążącej niewątpliwie, mam nadzieję, że w pełni prawdziwej) historii jest Stanisław Soyka, który po stracie jednego Samicka postanowił mimo wszystko nie zmieniać modelu. Dlaczego?
Staszek Kazu Góryński
Jedynym sposobem, aby się przekonać było sprowadzenie do przetestowania właśnie takiej gitary. Poczekaliśmy spokojnie na kuriera, po czym łykając co jakiś czas kawę (nie samą wodą człowiek żyje) odpakowaliśmy paczkę. Z kartonowego (tymczasowego) futerału i mnóstwa różnego rodzaju ochronnych folii udało się oswobodzić Samicka dopiero po chwili, zważywszy na to, że kawa wyszła naprawdę niezła:)
Zabieram się zatem za rzeczy poważne, a zaczynamy jak zawsze od kwestii ogólno – wizualnych. Greg Bennett D8 CE to gitara elektroakustyczna z cutaway’em, konstrukcyjnie wywodząca się z grubsza ze stylu dreadnought. Przednia płyta została wykonana z litego cedru, a boczki i tył z palisandru, nie mamy zatem do czynienia z żadną niespodzianką. Z takim właśnie zestawem połączono nieco kontrastujący w kolorze gryf, w miejscach łączenia nie pozostawiając ani kleju, ani też żadnych innych śladów. Z gitarami w porównywalnej cenie dość różnie bywa, jest to już chyba półka na której kompromisy nie powinny wchodzić w grę (należy w końcu oczekiwać jakości), a z drugiej strony bywają też instrumenty, które brzmieniem potrafią naprawdę mocno wybić się z przeciętności. W takiej sytuacji czasem drobne niedociągnięcia wizualne potrafią nawet ujść na sucho… pod warunkiem oczywiście, że są drobne. Niemniej, w tym przypadku nie zauważyłem nic istotnego na niekorzyść.
 Jeszcze przed ograniem gitary widać, że dość wspomniana przed chwilą strona wizualna to w sumie naprawdę mocny punkt programu. Znaczniki na progach potwierdzają to znakomicie swoją niestandardowością, przyłożono się do rozety, a cedr na przedniej płycie został otoczony dodatkowym zdobieniem – może i nie trafi to do konserwatystów, ale wypadło bez przepychu i z gustem. Mostek zdecydowanie zdobi, a nie szpeci (też różnie z tym bywa), podobnie jak nieco inny od standardowego designu pickguard pod otworem rezonansowym. Brzmienie Jak zwykle podczas ogrywania instrumentów typu dreadnought, najwięcej do powiedzenia ma środkowe pasmo. Jest to naturalna kolej rzeczy, więc zapewne to właśnie decyduje o porażającej różnicy popularności dreadnought i jumbo (na korzyść tego pierwszego, jak wiadomo). Na zdecydowany plus działa w D8CE głośność, która naprawdę mnie zaskoczyła, oraz dźwięk sam w sobie – ni to wycofany i trochę ciemny, a z drugiej strony posiadający naprawdę sporą dawkę harmonicznych odpowiedzialnych za metaliczność i głębię. Po chwili sprawdzania, czy instrument stroi na progach i struny nie tracą należytej wysokości (złote klucze Grover sprawdzają się znakomicie) zacząłem ogrywać gitarę, czego efektem było spojrzenie na zegarek kilkadziesiąt ładnych minut później niż przewidywałem… no cóż, tak to bywa :-) Jedyną sprawą, do której można by się przyczepić to istniejący kontrast w głośności pomiędzy graniem w różnych pozycjach. W konfrontacji jednak z ilością decybeli, które ten instrument potrafi wyprodukować w przyjemny dla ucha sposób, jest to w zasadzie zaniedbywalna kwestia.
 Na Samicku D8 serii Continental gra się dość wygodnie. Gryf nie jest specjalnie gruby, niemniej należy od razu zaznaczyć, że to dość twarda gitara – muzyków przyzwyczajonych do nieco mniejszej ilości siły potrzebnej do przyciśnięcia strun powinna zadowolić zmiana kompletu na cieńszy, w ten sposób załatwiając sprawę. Dzięki jednak takiemu bazowemu ustawieniu uniknięto większego niż trzeba brzęczenia strun o progi, a w zasadzie po kilku godzinach współpracy ręce odrobinę nawet wprawionego gitarzysty powinny się do nowych warunków przyzwyczaić.  Elektronika, w którą wyposażono testowany właśnie instrument to Clear Wave 50 jeden z modeli Fishman’a z podstawowym i zarazem solidnym wyposażeniem. Na pokładzie znajduje się 3-pasmowy korektor, suwak odpowiadający za jasność, oddzielny potencjometr głośności oraz tuner, czyli wszystko to, czego tygrysy potrzebują najbardziej. Może i nie znajdziemy tutaj filtru antysprzężeniowego, ale w obecnie produkowanych wzmacniaczach do akustycznych instrumentów to w zasadzie standard, więc bez problemu można się bez niego obejść. W warunkach scenicznych sprawdził się bez większych zarzutów Podsumowanie Zacząłem ten artykuł od historii związanej ze Stanisławem Soyką, więc w zakończeniu również pojawi się nawiązanie do sytuacji. Po niekrótkiej współpracy z akustykiem (o którym mowa) łatwo stwierdza się, że ta anegdota może być zdecydowanie prawdziwa, bo opisywana gitara to w zasadzie pasmo zalet. Jak na sprzęt nie aplikujący do najwyższych (często zakurzonych z powodu rzadkiego zainteresowania) półek w sklepach posiada w sobie zaskakująco sporo cech właśnie takich kolegów. Samick D8 CE to gitara z charakterem, do którego po dłuższym czasie można się przyzwyczaić i z którym można się emocjonalnie związać – jeśli zatem takie wydarzenie miało miejsce, jestem skłonny w nie uwierzyć.
Specyfikacja:
- model: 4/4 typu dreadnought
- płyta wierzchnia: lity cedr
- tył i boki: palisander
- szyjka: nato
- podstrunnica: palisander
- mostek: palisander
- klucze: złote Grover™
- elektronika: aktywna, Fishman®, system EQ
- wykończenie: lakierowana, binding i rozeta z abalonu


Dystrybutor: FX Music Group
|