|
Gitarzyści mają jeden podstawowy problem – ilość sprzętu. Jeżeli gramy koncert i potrzebujemy tylko jednego rodzaju brzmienia, nie ma sprawy, przeciętny bębniarz posiada znacznie więcej gratów do zabrania. Kiedy jednak okazuje się, że jeden kawałek wymaga akustycznych brzmień, drugi nieco udziwnionych, a trzeci solidnego „kopa” z aktywnych pickupów, pojawia się kłopot. Próby rozwiązania są - pod lupę bierzemy najnowszą gitarę Ibaneza z serii Montage.
Bartek Lewandowski
Już na pierwszy rzut oka widać, że instrument niespecjalnie nadaje się do zaszufladkowania w szeregu gitar stricte elektrycznych, bądź akustycznych. Potencjometry jakieś nietypowe, otwór rezonansowy z boku przedniej płyty, do tego magnetyczny pickup i piezo… całkiem sporo rzeczy odróżnia go od reszty kolegów.

Konstrukcja tego Ibaneza jest w całości drewniana z pudłem rezonansowym średniej wielkości, porównywalnym do mniejszych objętościowo podróżnych akustyków. Przednią płytę wykonano ze świerku, tył i boki natomiast z mahoniu. Jeżeli ktoś miał już wcześniej do czynienia z tą serią, bez problemu dostrzeże charakterystyczny dla Montage otwór rezonansowy, składający się z dwóch mniejszych luk w płycie.
Bez prądu gitara brzmi bardzo jasno, przypominając standardowe konstrukcje hollow-body. Jest przy tym dość głośna (oczywiście jak na instrumenty elektryczne – nie sposób porównywać jej z typowymi akustykami) i całkiem przyjemna w odbiorze. Do ćwiczeń unplugged jak znalazł;)

Sprawy wykończeniowe zostały wykonane bardzo starannie. Jak na standard tej półki cenowej nie sposób doszukać się wad w klejeniu drewna (tutaj największy plus), czy też w malowaniu bądź nabiciu progów. Design gitary części osób spodoba się na pewno, części na pewno nie, ale nie sposób zadowolić wszystkich – nie ma jednak wątpliwości, że przynajmniej o egzemplarz który dotarł do naszej redakcji zadbano z należytą starannością.

Dźwięk z tej gitary po podłączeniu do systemu nagłaśniania można wydobyć na trzy sposoby. Pierwszym jest przetwornik piezoelektryczny pod mostkiem, którego panelem sterowania jest preamp Ibanez M300 z 3-pasmowym korektorem i bardzo przydatnym tunerem. Znaleźć go można na bocznej płycie instrumentu – tak samo, jak w przypadku standardowych akustyków.

Drugim z kolei jest użycie pickupu Ibanez AP10, zainstalowanego pod strunami zaraz przy mostku – jego z kolei parametry możemy korygować przy pomocy czterech potencjometrów znajdujących się w standardowym dla gitar elektrycznych miejscu. Niech nikt jednak nie myśli, że działają w ten sam sposób – pierwszym, owszem, jest gałka volume. Drugim, również standardowo, pokrętło tone, sterujące charakterem brzmienia. Trzecim natomiast, zupełnie już nie pasującym do typowych konstrukcji, jest potencjometr gain, za pomocą którego sterujemy przesterowaniem sygnału. Co to oznacza? Najprościej – w gitarę mamy wbudowany przester. Na upartego nie potrzebne są zatem kostki ani zewnętrzne efekty, wszystko można ustawić w samym instrumencie. Najbardziej przydatnym zastosowaniem jest jednak możliwość początkowego przystosowania sygnału do obróbki – tak przygotowany charakter brzmienia można dołożyć do standardowych przesterowanych kanałów i uzyskać szeroki wachlarz zniekształceń, od bluesowych po bardzo mocne.

Ostatnim z kolei potencjometrem jest filtr przeciwsprzężeniowy (anti-feedback). Jak łatwo się domyślić – gitara solid body nie została wynaleziona bez przyczyny, po prostu instrumenty z pudłem rezonansowym nie pozwalały uzyskać pożądanych zniekształceń bez problemów ze sprzęganiem. Mamy zatem do dyspozycji całkiem funkcjonalny dodatek – w okresie testowania sprawdził się całkiem nieźle podczas prób z nagłośnionymi bębnami, zatem nie mam do niego zastrzeżeń.
Wspomniałem o trzech sposobach wydobywania sygnału z instrumentu – ostatnim jest miks dwóch wcześniej opisywanych wersji (pickup i piezo), który posłuży najbardziej eksperymentatorom. Wyboru pomiędzy tymi opcjami dokonuje się w prosty sposób przez przełącznik niedaleko otworu rezonansowego – takim samym, jaki w elektrycznych gitarach steruje aktualnie działającym przetwornikiem.
Pod względem wygody gry nie mam nic do zarzucenia. Gryf najbardziej przypomina te znajdujące się w kształtach typu Les Paul, jest jednak nieco szerszy. Struny znajdują się też wyżej nad progami, niż w przypadku elektrycznych odpowiedników – tutaj czuć mocny wpływ charakteru akustycznych kolegów. Progi nabito równo, a ze strojeniem nie było większych problemów, chromowane klucze sprawnie spełniały swoją rolę.

Brzmienie Ibaneza jest w dużej mierze zależne od ustawień potencjometrów – najwięcej zależy od wyobraźni. W opcji przesterowanej słychać wyraźny wpływ pudła rezonansowego na finalną barwę, przez co dźwięk jest dość okrągły i charakterystyczny, posiada też z zasady więcej basu. Po podłączeniu do wzmacniacza i kilku efektów gitara zachowywała się bardzo dynamicznie, szczególnie przy niewielkim rozkręceniu wbudowanego przesteru. Naprawdę pozytywnie zaskoczyła mnie podczas grania na akustycznych ustawieniach – często stosowane na scenie akordy brzmiały soczyście i mocno, nieźle zachowywała się też w solówkach.
Nagraliśmy kilka przykładów dźwiękowych. Oto one: 
Ibanez Montage MSC350 to gitara na pewno uniwersalna. Jeżeli trudno zdecydować się na konkretny typ brzmienia, daje sporo możliwości, najciekawszą jest proste przełączanie pomiędzy akustycznym i elektrycznym typem barwy – w tej kwestii to zdecydowany plus. Na pewno nie jest wyspecjalizowaną gitarą, w przypadku jednak poszukiwania instrumentu który posłuży do wielu różnych brzmień, zdecydowanie warto go sprawdzić.
Specyfikacja:
- Gitara z serii Montage
- Top: świerk
- Tył i boki: mahoń
- Gryf: mahoń
- Podstrunnica: palisander
- Przetwornik: Ibanez AP10 Magnetic & Ibanez under saddle
- Preamp: Ibanez original M300
- Siodełko: Ibanez Ivorex II
- Mostek: Ibanez Advantage
- Klucze: Ibanez Smooth AS, chrom
- Wykończenie: Czarny
Dystrybutor: Interton
|