|
Po sukcesie rynkowym serii efektów
Taurus Silver Line – tak w Polsce, jak za granicami naszego kraju –
polski producent wypuścił na rynek serię efektów pod nazwą
Taurus Black Line. Cenowo plasują się na niższej półce w
stosunku do serii Silver Line, ale pytanie brzmi: jeśli coś jest
tańsze, to czy jest gorsze? Postaram się poszukać odpowiedzi.
Donat Zamiara

Do naszej redakcji dotarła sopocka
„delegacja” w składzie: kompresor, chorus, przester i
przedwzmacniacz. Wszystkie efekty (jak wskazuje nazwa serii)
utrzymane są w kolorze czarnym z szarymi nadrukami. Z wyglądu
różnią się jedynie kolorem diody informującej nas o pracy
urządzenia. Nie są również tak (nomen omen) efektownie
podświetlone, jak modele serii Silver. Podobnie jak droższe
odpowiedniki ze stajni Taurusa, „kostki” są zasilane 12 voltowym
zasilaczem. Jest on dołączony do każdego efektu, podobnie jak
gumki, bądź rzepy służące do położenia lub mocowania ich do
podłoża.
Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że
konstrukcja serii Black Line jest prostsza. Żaden z testowanych
produktów nie posiada mikroprzełączników, mini
potencjometrów, ani tak dokładnie opisanych możliwości
regulacyjnych, jak ma to miejsce w przypadku serii Silver Line. Ktoś
mógłby zapytać: I co z tego. A ja odpowiem (nie negując
zalet droższych efektów firmy Taurus)… i nic. Dlaczego? O
tym poniżej.
To co istotne – mimo tego że Taurus
Black Line to linia efektów budżetowych, sporo tańszych, to
producent nie zrezygnował ze sprzętowego true bypassu. Czyli
efekty, gdy są wpięte w szereg ale nieaktywne/wyłączone, nie
zmieniają brzmienia. To niezwykle istotna zaleta, gdyż efekty bez
rzeczywistego ominięcia (bez True Bypass) nie tylko zmieniają barwę
brzmienia (zwykle przyciemniają brzmienie), ale przede wszystkim tną
dynamikę.
Jeszcze jedną zaletą efektów
jest to, że są zasilane przez 12 V, a we wnętrzu efektów znajduje się przetwornica na 24 V (!) – dzięki temu elektronika ma orgomny zapas dynamiki. Bo przecież co jak co, ale gitara
basowa ma nawet 3-krotnie większą dynamikę od zwykłej gitary
elektrycznej.
Kompresor Taurus Black Line Tux
Żałuję, że nie miałem możliwości
porównania obu wersji kompresora jednocześnie. Bo posługując
się pamięcią nie powiedziałbym, że istnieje pomiędzy nimi jakaś
kolosalna różnica. Produkt z serii Black Line jest łatwy w
obsłudze (pomimo tego, że ma aż dwa razy więcej potencjometrów
niż kompresor firmy EBS ;-) ). Można szybko osiągnąć brzmienie,
którego się szuka. Dla mnie najważniejszym wrażeniem
słuchowym jest fakt, że ten efekt kompresuje dynamikę dźwięków,
ale nie wpływa na jego barwę
– lub wpływa w minimalnym
zakresie. Podobnie jak droższy brat, Black Line Tux może być tak
ustawiony, żeby wyraźnie „gasić” dźwięki wydobywające się
z basówki. Ale mi najbardziej odpowiadała opcja, w której
„pokręcidełka” Compress i Level były ustawione na nieco mniej
niż połowę wartości,
Range na godz. 11., a Punch na 1. Sound
jest wtedy wyrównany dynamicznie, ale ingerencja kompresora
nie jest jeszcze bardzo wyraźnie słyszalna.
Przedwzmacniacz Taurus Black Line MLO
Preamp ma równie prostą
konstrukcję jak pozostałe efekty z tej serii. W tym jednak
przypadku potencjometry noszą następujące nazwy: Gain, Bass,
Treble i Volume. Będąc użytkownikiem różnych „gratów”
pochodzących z firmy Box Electronics miałem okazję zapoznać się
z systemem MLO np. w headzie basowym SLT-300H. I muszę przyznać, że
mi jednak w kosteczce Black Line MLO brakowało korekcji
parametrycznej częstotliwości średnich, która sprawdziła
się we wspomnianym wzmacniaczu. Oczywiście trudno wymagać, żeby
preamp basowy miał 6 potencjometrów, ale większość
przedwzmacniaczy, z którymi się spotkałem, posiada możliwość
regulacji częstotliwości średnich. Chyba, że nie umieszczenie
jeszcze jednego parametru korekcyjnego jest podyktowane ceną
testowanego urządzenia. Nie chcę przez to powiedzieć, że preamp
firmy Box Electronics jest kiepski. Wręcz przeciwnie – jest to
bardzo ciekawa propozycja, ale u osób przyzwyczajonych do
trójdrożnej korekcji barwy może powstać pewien niedosyt…
Sprawa rozwiązuje się natomiast sama, gdy posiadamy basówkę
z aktywną elektroniką i 3-pasmową korekcją :-) Wówczas
dodatkowy parametryczny środek byłby w preampie całkowicie zbędny.
Chorus Taurus Black Line Vechoor
Tutaj mamy do czynienia z bardzo
ciekawą konstrukcją. Pomimo niskiej ceny jest to efekt
stereofoniczny. Posiada następujące parametry regulacyjne: Depth,
Speed, Detune, Enhancer. Nie ma co, to jest bardzo fajna zabawka. Na
pewno śmiało można ją polecić fanom zespołu Dream Theater
(którzy mieliby ochotę zagrać wstęp do Glass Prison…;-))
bardzo mi się spodobały możliwości regulacyjne tego urządzenia.
Można wybrać pomiędzy delikatnie rozstrojonym brzmieniem wprost
wymarzonym do kciukowych „wyskoków” lub zupełnie
psychodelicznym soundem, gdzie wręcz fizycznie odbieramy „rozstój”
naszego instrumentu. Myślę, że w dziedzinie rocko-pochodnej
znajdzie on pełne zastosowanie.
Drive / distortion Taurus Black Line
Abigar
Przyznam Wam się szczerze, że ten
efekt okazał się być najbardziej wymagającym pod względem
opisania. Bo w zasadzie, korzystając z przesteru, wkraczamy w
obszary zarezerwowane głównie dla gitarzystów.
Niemniej jednak pozwólcie, że podzielę się z Wami kilkoma
spostrzeżeniami dotyczącym ostatniej z testowanych zabawek.
Pierwszy wniosek jaki mi się nasunął dotyczył… basówki!
Jeśli chcemy w pełni wykorzystać możliwości zniekształcenia
dźwięku, jakie oferuje nam Taurus Black Line Abigar, to warto mieć
nisko ustawioną akcję strun i rampę między przystawkami. Możemy
wtedy pokusić się o kilka sztuczek charakterystycznych dla Billego
Sheehana. Zwłaszcza, że umiejętnie operując potencjometrami Drive
i Level, możemy uzyskać nasycony, ale średnio przesterowany
dźwięk, który powoduje przedłużenie wybrzmiewania
instrumentu, a zwłaszcza flażoletów (!). By wspomóc
ten efekt, delikatne podwibrowanie strun lewą ręką też jest mile
widziane ;-))). Jeśli ktoś sobie życzy można też „wykręcić”
z tego efektu ciężkie „gruboziarniste” brzmienie, ale ja akurat
(przy całym szacunku dla zwolenników tych klimatów)
fanem takiego soundu nie jestem i pozostałem przy lżejszych
odmianach brzmień rockowych.
Podsumowanie
Trzeba przyznać, że na rynku efektów
robi się coraz większy ruch. Po ataku „klonów” rodem z
Państwa Środka okazało się, że jednak niska cena nie jest
jedynym wyznacznikiem popularności. Wiedza, świadomość muzyczna i
doświadczenie oraz innowacje – tak w domenie brzmienia jak
konstrukcji – pozwala w sumie niewielkimi środkami zawalczyć
skutecznie z uznanymi od lat konstrukcjami. Taką właśnie
manufakturą jest Taurus.
Rodzimy producent oferuje już sporą
gamę produktów uwzględniając zarówno preferencje jak
i stan portfela potencjalnych użytkowników. Mnie najbardziej
spodobały się: kompresor i chorus. Ze względu na upodobania
brzmieniowe mniejsze wrażenie ( z powodów opisanych powyżej)
robi
preamp i przester. Chciałbym jednak podkreślić kilka
pozytywnych cech, charakteryzujących wszystkie testowane efekty
basowe z serii Black Line. Są to jakość wykonania, pancerność
obudowy i przełącznika, prostota obsługi, przystępna cena. A na
koniec jeszcze jeden smaczek. Potencjometry zastosowane w tych
produktach firmy Box Electronics, pomimo mniej szlachetnego wyglądu
niż w przypadku droższej serii Silver Line, są lepiej widoczne w
warunkach scenicznych i ułatwiają szybką edycję czy korekcję
dźwięku, aż do osiągnięcia pożądanych efektów. A efekt,
przy zastosowaniu tych efektów jest bardzo efektowny ;-))))
Do testów dostarczył: Taurus Amp
|