|
Fulltone to marka znana już od dawna, z reguły prawdziwe rarytasy wśród efektów, robione z położeniem nacisku na jakość, ale również nie należące do najtańszych. Kontynuując serię przedstawiamy kolejne modele kostek, tym razem skupiając się na przesterach.Mike Fuller zdążył przyzwyczaić wszystkich, że tworzenie efektów to jego pasja. Do każdego z nich przykłada się maksymalnie, czasem wytwarzając konkretne brzmienia (pasujące jednak tylko do jednego stylu gry), co jakiś czas wypuszczając na rynek możliwie uniwersalne kombajny. W tym teście przyjrzymy się jednej machinie rodzaju drugiego, jednemu bardziej sprecyzowanemu urządzeniu, oraz konstrukcji znajdującej się w środku tej skali.
Bartek Lewandowski
Co do spraw oczywistych – jeżeli płacimy za kostkę nieco więcej, wymaga się solidnej budowy i wieloletniej (w zamierzeniu) odporności na syndrom tzw. ciężkiego buta gitarzysty. W tym przypadku zadbano o to jak należy, jest konkretna stalowa obudowa, przykręcana wielokrotnie do elektroniki, przez co raczej nie trzeba się bać ani o zewnętrzne, ani o wewnętrzne elementy. Przełączniki i pokrętła są zawodowe, chodzą z fajnym oporem zapobiegającym samoczynnemu przestawieniu się i w ogóle sprawiają wrażenie dobrze zamocowanych. Nic nie „lata”, nie obluzowuje się, po prostu wszystko jest tam, gdzie ma być. Wszystkie trzy stompboxy można napędzić zarówno baterią (nie polecam, są raczej prądożerne), jak i zasilaczem 9-18 DC, oraz posiadają True Bypass.

GT – 500
Zaczynamy od kombajnu i maszynerii, która przebojem weszła na gitarowy rynek zgarniając kolejne nagrody, gdzie pod czerwoną obudową siedzi sporo elektroniki, udziwnień i innych dodatków. Mimo, że urządzenie wygląda groźnie, wcale aż takie groźne nie jest – jak sama nazwa wskazuje, mamy do czynienia z kombinacją boostera i przesteru. Wszystko zrobiono na bazie tranzystorów FET, a pewną nowinką techniczną jest indukcyjny obwód obsługujący średnie pasmo. Jako że Mike Fuller czasem nawet do przesady idzie wbrew normalnie stosowanym rozwiązaniom, nie mamy tu żadnych wzmacniaczy operacyjnych układu korektora, przez co uniknięto „cyfrowego” brzmienia w tej sekcji.

Efekt może działać zarówno jako samodzielna dopałka, distortion, albo jedno i drugie. Co ciekawe, mamy możliwość ustawienia kolejności działania obu sekcji poprzez znajdujący się na samym środku przełącznik. Przester posiada regulację Volume/Distortion oraz trzypasmowy equalizer, natomiast booster zawiera w sobie potencjometry Volume/Drive i korekcję Bass/Highs. Zestaw wyjść z tyłu to standardowe IN, OUT, oraz gniazdo zasilania, od którego co nieco zależy. Sprawdziłem efekt na napięciu 9V oraz 18V i faktycznie, charakter nieco się zmieniał.

Pod względem brzmieniowym mamy do czynienia z paradoksem, nie da się bowiem powiedzieć o GT500 inaczej, niż kombajn brzmieniowy, a mimo to jest to machina działająca na pewnym obszarze. Ukręcimy tutaj raczej brzmienia nowoczesne, od wyjątkowo selektywnych, aż do nieco zamazanych i raczej niespecjalnie nadających się do rytmiki. Można lekko „dociągnąć” i ucharakteryzować nieco crunch-owe barwy, albo ustawić samodzielny distortion jako naprawdę konkretny przester.

Efekt wymaga sporo pracy i przyzwyczajenia się do niego, ponieważ bez zrozumienia sposobu działania łatwo pogubić się w kolejnych brzmieniach – nie wszystko jest takie oczywiste. Jeżeli taka ewentualność spędzenia kilku wieczorów z gitarą na poznawaniu dostępnej palety barw i odpowiednich relacji między nimi nikomu nie przeszkadza, to będzie to nasz najlepszy gitarowy przyjaciel;)
Robin Trower Overdrive
Jak się łatwo domyślić, jest to oczywiście sygnatura. Efekt powstał we współpracy z Robinem Trowerem, znanym najpierw z Procol Harum, a później z własnych projektów. Jak producent napomina na swojej stronie, efekt zaprojektowano przede wszystkim do współpracy z parą Fender+Marshall, zatem można spodziewać się pewnego charakteru brzmienia. Ten efekt (w przeciwieństwie do GT500) to wspomniana wcześniej dedykowana konstrukcja.

Co dostajemy pod względem technicznym? Jest to raczej prosty i standardowy schemat, składający się z potencjometrów Volume, Drive i Tone, czyli nasz gitarowy chleb powszedni. Mike Fuller stwierdził, że najlepsze brzmienia uzyskuje się poprzez proste rozwiązania dobrej jakości i w ten sposób dobrał poszczególne elementy. Jaki jest efekt?

Okazuje się, że RTO radzi sobie naprawdę nieźle zarówno z Fenderem, jak i Gibsonem, ze wskazaniem na pierwszego. Klasyczną singlową szklankę potrafi dopalić naprawdę nieźle, ale i nieco grubiej brzmiące humbuckery są dla niego zupełnie prawidłowym „paliwem”. Pod względem wzmacniaczy nie udało mi się oczywiście sprawdzić kostki na większości z nich, ale w miarę zróżnicowany zestaw Marshall, Fender, MB i Laney pozwolił stwierdzić, że konkretnego faworyta wcale nie jest tak łatwo znaleźć. Potężnych przesterowań raczej nie da się ukręcić, a styl oscyluje wokół rockowego charakteru. Słychać, że kostka dodaje sporo selektywności, wydaje mi się, że mimo wszystko bardziej zadowoleni będą posiadacze singlowych gitar (mimo, że jak wspomniałem, brzmienia oparte na podwójnych cewkach są całkiem przyzwoite). No cóż... może to podświadomość robi swoje;-)

Plimsoul
To już ostatni z omawianych dziś efektów, starający się zaoferować jak najszerszą gamę przesterów, w ramach jednak pewnego charakteru (z zasady). Według producenta jest to „najbrudniejszy” stworzony przez niego efekt, w czym nieco prawdy na pewno jest. Rodzajem brzmienia sterujemy za pomocą trzech większych gałek (Level, Sustain, Hi-Cut) oraz jednej mniejszej (Stage2). Kryje się za tym zamierzenie, aby można było uzyskać zarówno mocne, jak i słabsze rodzaje distortion, a działa to na prostej zasadzie – rozkręcamy odpowiednią barwę za pomocą potencjometrów większęgo kalibru, a efekt finalny korygujemy (bądź zmieniamy zupełnie) przy pomocy mniejszego pokrętła, którego poziom działania sygnalizuje dioda poprzez świecenie mocniej/słabiej.

Założenia budowy sprawdzają się w praktyce – uzyskujemy okrągłe i faktycznie „brudne” brzmienie, w pełnym zakresie, od najsłabszych do tych posiadających największego kopa. Na pewno sporej liczbie ludzi ten właśnie charakter się spodoba, natomiast zdecydowanie należy przetestować go przed zakupem, aby być świadomym barw, jakimi dysponuje. To konstrukcja na pewno nie uniwersalna, ale dająca sporo wolności użytkownikowi i zupełnie niejednostronna, przez co jest to jeden z moich faworytów.

Przygotowaliśmy jak zawsze kilka przykładów brzmienowych. Oto one:
Podsumowanie
Efekty Fulltone można lubić, albo i nie. Funkcjonują jako pewnego rodzaju gadżety, są w końcu montowane ręcznie i robione jako jedyne w swoim rodzaju. Nie można im na pewno zarzucić niedociągnięć w sposobie wykonania, ani pomysłu – natomiast tylko od nas zależy, czy będą pasować do granej przez nas muzyki. My stawiamy mocną piątkę.


Specyfikacja:
- Efekty gitarowe Fulltone
- Zasilacz 9-18V DC / bateria 9V
- True Bypass
Dystrybutor: Music Toolz
|