Seria Blackheart to odpowiedź marki Crate na coraz większą tendencję do produkowania małych lampowych wzmacniaczy niskowatowych, pracujących w klasie A. Ostatnimi czasy pojawiło się sporo sprzętu w tej kategorii, a do testów w naszej redakcji trafiła wersja combo BH5-112.
Maciek Kowalewski
Wzmacniacz nazwano Little Giant – nie bez przyczyny, ponieważ jest naprawdę, naprawdę głośny w stosunku do rozmiarów które posiada i cyfr mocy, które na nim widnieją. Jest bardzo prosty w budowie, odwołuje się do kategorii vintage, co widać na każdym kroku.
Stylizacja tego pieca przywodzi na myśl styl boutique – pierwszym skojarzeniem jest zatem Wielka Brytania. Blackheart jest jednym z ładniejszych piecyków, jakie można znaleźć w sklepach – być może nie każdemu będzie pasował styl, w jakim jest zrobiony, na pewno nie można mu jednak odmówić faktu, że taki styl posiada, co wyróżnia go spośród szaro-czarnych konstrukcji. Przypomina wyglądem wzmacniacz, na którym grałby królik z „Alicji w krainie czarów”, a właśnie takie było zamierzenie. Mi podoba się bardzo. Nie jest specjalnie ciężki, a obudowa zrobiona z dosyć grubej sklejki obszytej tolexem została solidnie połączona z wszystkimi ruchomymi elementami. Na uwagę zasługuje przedni, charakterystyczny grill z dużym logo w górnej części – plus za design.
Podstawową siłą napędową całego rynku niewielkich wzmaków o niskiej mocy jest nieskomplikowanie ich konstrukcji, a właśnie taki jest ten piec. Posiada jeden napędzany pentodą (5 Watt) lub triodą (3 Watt) kanał z trzypasmowym EQ. To wszystkie kontrolery, jakie oferuje panel przedni. Z tyłu znajdziemy wyjścia głośnikowe o różnych impedancjach, co bardzo przyda się w przypadku instalowania zewnętrznej kolumny. Podwójne są gniazda 4 Ohm i 8 Ohm, dodatkowo poruszenie tej kwestii wymaga zwrócenia uwagi na fakt, że BH5-112 w wersji combo to brat bliźniak samodzielnie stojącego heada z tej samej serii, wzbogacony o zamontowaną na stałe paczkę. Sam układ elektroniczny jest napędzany przez dwie lampy, jedną przedwzmacniacza (standardowa 12AXL) i jedną mocy ( nie mniej popularna EL84), które zapewniają stabilną pracę.
Paleta brzmień jest ukierunkowana na granie znane z zespołów w stylu AC/DC, czy też wszelkich odmian rocka lat 80’ i bluesa. Po ustawieniu przełącznika na pozycję 3 W dostajemy bardzo dynamiczny, lekko chropowaty sound. Im bardziej rozkręcimy potencjometr volume, tym bardziej zniekształcony sygnał będzie wydobywał się z nieźle dobranego do otwartej konstrukcji kolumny głośnika Eminence. Blackheart bardzo mocno reaguje na wszelkie zmiany położenia gałek korektora, warto również ograć go na kilku różnych gitarach – świetnie słychać różnicę pomiędzy różnego typu przystawkami.
Dorzucenie dodatkowej mocy w postaci trybu 5 Watt skutkuje nie tylko zmianą głośności. Dźwięk wydaje się być znacznie mniej rozmyty, posiada więcej prezencji i pozwala lepiej przebić się przez inne instrumenty grające w zespole. Reakcja wzmacniacza na dynamikę gry również się zmienia, co prawda zakres pozostaje taki sam, ale zostaje „przesunięty” nieco w górę. Charakterystyczną cechą tego typu vintage’owych sprzętów jest ocieplanie brzmienia poprzez dodawanie typowych dla analogowych układów harmonicznych, a BH5 tą cechę bardzo eksponuje. Oto przykładowe nagranie.
Little Gitant jest warty polecenia każdemu gitarzyście, oczywiście poza muzykami grającymi gatunki metalu i wyżej. Wiadomo, że nie wyciśniemy z niego kruszących ściany przesterów, ale zupełnie nie o to chodzi.Stosunek jakości do ceny jest zdecydowanie więcej niż sensowny, dodatkowo – posiadanie takiego cacka w domu / sali prób / małym studiu pozwala na bardzo ciekawe eksperymenty brzmieniowe. Polecamy!