|
B52 to marka w naszym kraju niezbyt znana, zwłaszcza w porównaniu z rozpoznawalnością poza granicami Polski. Tym niemniej, jedną z naszych serwisowych ról jest zaglądanie poza granice ojczystego Ogródka, nastawiając ucho w poszukiwaniu ciekawszych (różnych, w każdym razie interesujących) gitarowych sprzętów i dzieląc się wnioskami. Idąc za ciosem, przedstawiamy test bardzo rockowego stuff u– bo chyba głównie do takich celów służy combo nazwane identycznie jak bombowiec;-)
Bartek Lewandowski
Pełna nazwa brzmi B-52 AT 212, na niektórych stronach widziałem również dodany od razu człon Triple Rectifier. Dlaczego się tu znalazł, łatwo się domyślić, ale o tym będzie za moment, tymczasem zajmujemy się sprawami zewnętrznymi. Elektronikę zamknięto w WYJĄTKOWO solidnej, pełnej obudowie z tylną ścianą, a wszelkie kontrolery znajdują się na metalowej płytce, występującej zarówno z tyłu, jak i z przodu. Wykonano je z dobrych materiałów, odpowiednich dla tej półki cenowej – skoro kupujemy jeden z droższych modeli, należy tego wymagać. Footswitch znajdujący się w zestawie sprawia wrażenie nie do zadeptania, tak samo zresztą jak rączka służąca do trzymania comba w powietrzu. W ten sposób dochodzimy do… właśnie.
 Pierwszym wnioskiem, jeszcze przed odpakowaniem całości z kartonu okazał się być drugi powód takiego „wojskowego” nazewnictwa – ten sprzęt jest DIABELNIE ciężki. Przenoszenie go na większe odległości siłą własnych ramion jest prawie niemożliwe w pojedynkę, a po dystansie ok. 100 metrów trzeba by zasięgnąć pomocy basisty. Zapewne (szukam przyczyny) nawet będąc rodowitym Amerykaninem, grając funk i posiadając w zespole potężnego bassmana z Harlemu sprawia to pewien kłopot w niesieniu go po kolei – dlatego, na szczęście, w pudle obok footswitcha znajdują się również kółka. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to jeden z najcięższych pieców jakie znalazły swoje opisy na naszych łamach i trzeba być przygotowanym. Minus, siłą rzeczy.  Przechodzimy tymczasem do spraw elektroniki. Pod pancerzem znajduje się cały inwentarz lamp, obejmujący między innymi 4 x12AXL na przedwzmacniaczu, jak i 2 x 6L6/5881pełniące rolę końcówki mocy. Takie konfiguracje stosuje się z reguły w celu uzyskania typowego „amerykańskiego” brzmienia z charakterystycznym „kopytem”, nieco skompresowanym i posiadającego mniej środka od „Brytyjczyków”. Najważniejszą jednak cechą mechaniczną, przekładającą się na finalną pracę wzmacniacza jest możliwość pracy w trzech trybach.  Do dyspozycji są opcje Solid State, Class AB i Class A, różniące się znacznie sposobem odzwierciedlenia artykulacji i dynamiki. Jeżeli potrzebujemy charakterystycznej „szklistej” barwy, wtedy należy użyć Solid State. Jeżeli więcej lampowego ocieplenia – idziemy w kierunku Class A. Ta cecha rozszerza możliwości, pamiętając jednak, że to wzmacniacz dedykowany do rockowego grania, co widać i słychać, zatem tak czy inaczej przejawia się to głównie w obrębie jednego typu. Wszystko to napędza dwa głośniki 12" 120 W RMS Custom B-52 Speaker, które zapewne są głównym powodem aż takiej ilości kilogramów. Sto Watt lampowej mocy to naprawdę dużo, odkręcenie mocy na więcej niż 2/3 chyba nigdy nie powinno być potrzebne – mi wystarczało w zupełności w 5-cio osobowym składzie zespołu.  Przedni panel kontrolerów zaczyna się od dwóch wejść, low bądź high. Idąc dalej w prawo widzimy sekcję kanału przesterowanego z dwoma odrębnymi gain-ami, przełączanymi również za pomocą footswitcha. Oba są podpięte pod jeden 3-pasmowy korektor z opcją konturu, posiadają też odrębne potencjometry głośności, ponieważ z jednego do drugiego można przeskoczyć za pomocą szybkiego nadepnięcia nogą na przełącznik, jest to bardzo przydatne w różnicowaniu elementów granego kawałka, mamy po prostu zamontowaną bazowo dowolnie ustawialną „dopałkę”. Czysty kanał posiada odrębny equalizer, włącznik trybu bright (jeżeli potrzebujemy naprawdę szklistego brzmienia) i pokrętło głośności. Ostatnią sekcją jest natomiast MASTER, gdzie oprócz standardowej całościowej regulacji volume znajdziemy też potencjometr Low-Res sterujący dodatkową cechą dołu pasma (przydaje się przy mocno rozkręconych przesterach) oraz regulację pogłosu.Reberb brzmi niestety nieco łazienkowo, można to jednak bez większej filozofii rozwiązać używając odpowiedniej kostki.  Tylny panel z kolei zaczynamy od widoku najbardziej podstawowej gałki, jaką był wspomniany wybór trybu pracy, należy się nad tym wyborem zastanowić i sporo pokombinować, bo warto! Idąc dalej, przeskakujemy przez podwójne wyjście głośnikowe z regulowaną impedancją (plus) oraz złącze do footswitcha, by w końcu natrafić na pętlę efektów z regulowanymi poziomami. Po drodze ominęliśmy również wyjście liniowe, tak samo jak poprzednio posiadające swój własny potencjometr z oznaczeniem LEVEL. Słowem – jest wszystko, czego potrzeba.  Poszczególne uwagi co do brzmienia wkomponowałem tu i ówdzie w poprzednie akapity, niemniej teraz pora na zebranie tych spostrzeżeń w jednym miejscu. Najbardziej podobały mi się przesterowane kanały, szczególnie te pod egidą Class A. Istnieją dwa rodzaje gain-u, a każdy brzmi inaczej, co umożliwia tym większe rozróżnienie pomiędzy solówką/podkładem czy też nawet konkretnymi riffami. Ponieważ wzmacniacz jest nastawiony na jak najsilniejsze przełożenie dynamiki na konkretne „kopyto”, bardziej niż do bluesa czy jazzu będzie nadawał się właśnie do ogólnie pojętego rock’and’rolla. Czyste barwy brzmią selektywnie, nie ma problemów z zamazywaniem i zlewaniem się w całość niektórych brzmień, co ma też swoje konsekwencje, na przykład przycisku bright używałbym sporadycznie. Nie podobał mi się natomiast pogłos, rekompensowany jednak przez potrójny rectifier, coś za coś;-) Nagraliśmy kilka przykładów dźwiękowych, ilustrujących trzy tryby pracy wzmacnaicza. Każdy z nich zawiera w sobie clean na HB, blues na singlu, oraz przesterowany riff na HB. Podsumowanie B-52 AT 212 to niezła propozycja dla gitarzystów zdecydowanych na konkretny charakter grania, bo brzmienie bez dwóch zdań i na większości ustawień przypomina słoneczną Kalifornię, z całą masą świetnych i energetycznych rockowych kawałków. Jeżeli zatem jesteśmy zdecydowani na taki typ–warto. Należy tylko pamiętać o szybkim zamontowaniu kółek do transportu ;-)
Specyfikacja - Moc 100 W
- Lampy Sovtek: przedwzmacniacz 4 x 12AX7, końcówka mocy 2 x 6L6/5881, odwracanie fazy 1 x 12AX7, buforowanie pogłosu 1 x 12AX7, buforowanie pętli efektów 1 x 12AX7, rectifier 1 x 5AR4
- Dwa kanały: czysty i przesterowany z niezależną potrójną korekcją barwy (treble, middle, bass)
- Kanał czysty : master volume i przełącznik bright
- Kanał przesterowany : gain1, volume1, gain2, volume 2, contour
- Sekcja master: master voulme, resonance, reverb
- Potrójny przełącznik rectifier: tube Class A i AB, Solid-State Class AB
- Głośniki: 2 x 12" 120 W RMS Custom B-52 Speakers
- Pętla efektów z regulacją natężenia sygnału wysyłanego i przychodzącego, wyjście liniowe z regulacją natężenia sygnału wychodzącego
- Wyjścia głośnikowe z przełącznikiem na 4/8/16 Ohm
- Czteropozycyjny footswitch (channel, gain, reverb, effects loop)


Dystrybutor: Music Info
|