|
Transatlantyk. Łącznik między
kulturą europejską i amerykańską. Podróż dla wielu
prowadziła do lepszego świata, chociaż trwała długo. Obecnie
Mesa Boogie próbuje połączyć te dwa światy na gitarowej
niwie muzycznej w swoim nowym wzmacniaczu. Uważam, że warto było
czekać.
Przemek Nacewicz

MESA TransAtlantic vel TA-15,
gabarytowo, nie zalicza się do kolosów. Jest faktycznie mały.
Zaskoczyła mnie jego waga - stosunkowo duża. Producent podaje 5,5
kg, chociaż TA-15 wydaje się być cięższy. Osobiście uważam to
za pozytyw. Świadczy to o tym, że użyto dobrych komponentów,
a przede wszystkim nie oszczędzano na transformatorach.

Wzmacniacz ma interesującą stylistkę,
która bardzo przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że na
kolumnie stoi staaare lampowe radio, a nie nowoczesny wzmacniacz.
Jeżeli chodzi o ergonomię, wszystko "na miejscu". Nawet
bez czytania instrukcji działa się intuicyjnie.

Panel przedni to typowa MESA. Pokrętła,
przełączniki, przełączniczki. Mamy do wyboru dwa kanały - 1 i 2.
Przy czym nie ma tu stricte kanału czystego i przesterowanego. Ch1
bazuje na klasyce Vox'a z dwiema opcjami brzmieniowymi: Normal i Top
Boost. Ch2 natomiast ma trzy opcje brzmieniowe: Tweed bazujący na
konstrukcjach Fendera, HI1 (co przypomina mi Marshall'a) oraz HI2
(charakterystyczne brzmienie MesaBoogie).

Na panelu mamy też przełącznik
kanałów sygnalizujący swoje położenie diodą zieloną
(Ch1) lub czerwoną (Ch2). Kanały można również zmieniać
za pomocą footswitch'a, który znajduje się w zestawie.
Dodatkowo dostępna jest zmiana opcji brzmieniowych oraz... redukcja
mocy. Okazuje się, że każdy kanał może pracować w czystej
klasie A - 5 W i 15 W oraz w klasie AB – 25 W. Można szybko
przeliczyć, ile daje nam to możliwości brzmieniowych. Ktoś
wyliczył? Dla mnie wyszło... duuużo :) No tak, zawsze byłem
kiepski z matmy, a kalkulator odmówił współpracy,
więc wolałem pograć :)

Tylny panel to zasilanie, wyjścia
kolumnowe. Nie znajdziemy tutaj pętli efektów.
W zestawie oprócz wzmacniacza
otrzymujemy również wyczerpującą instrukcję, wspomniany
footswitch oraz chyba najciekawszy gadżet - torbę, która
mieści wymienione zabawki, oprócz instrukcji ;)

Ok. Czas odpalić to maleństwo.
Oooooo...to świeci :) MESA TransAtlantic TA-15 ma niebieskie
podświetlenie LED. Do tej pory myślałem, że te wszystkie otwory
na panelach przednim, tylnym, górnym i bocznych spełniają
się świetnie jedynie w wentylacji. Po włączeniu wzmacniacza
dzięki nim mamy piękne, rozproszone światło. Efekt jak nie z tej
bajki ;) No dobrze, ale jak to brzmi?

Zacytuję mojego syna - "fajosko"
:) Wzmacniacz podłączyłem do otwartej kolumny MesaBoogie 1x12 z
głośnikiem Black Shadow. Na początku Ch1 opcja Normal. Możemy
kręcić gałkami: volume, treble, bass i cut. Trochę mnie zmartwił
brak potencjometru middle (brak również w Ch2), jak się za
chwilę okazało – niepotrzebnie :) Taki prosty układ, o dziwo, w
zupełności wystarcza. Dodatkowo pot cut jest push-pull'em dzięki
czemu mamy master volume.
Normal jest czysty, stosunkowo jasny,
ale miły dla ucha. Po rozkręceniu głośności słychać delikatne
przesterowanie lamp, aczkolwiek nie jest to opcja dla "gainowców".
Kanał jest bogaty harmonicznie.
Top Boost, ma więcej gainu niż
Normal. Duża dynamika. Świetnie reaguje na kostkowanie, dzięki
czemu słabiej uderzając możemy mieć brzmienie lekko przybrudzone,
a nie oszczędzając się mamy gain. Dodatkowo ma się wrażenie
jakby pracował w tle delikatny pogłos. Nota bene dotyczy to
wszystkich podkanałów, gdy gain jest w przedziale średnich
wartości. Charakter brzmieniowy zmienia się też w zależności od
opcji mocy.

Ch2, opcja Tweed - czyste, ciepłe
brzmienie. Najlepiej sprawdza się w barwach czystych i na pograniczu
przesterowania. Za duża ilość gainu powoduje chropowate
przesterowanie.
HI1 - można powiedzieć klasyk :) mam
nieodparte wrażenie, że inżynierowie MesaBoogie projektując HI1
myśleli o Marshall'u :) Brzmienie jest zwarte. Kontrolując gain,
poruszamy się od crunch'u po Brit Gain. Świetna opcja do grania
rytmicznego i solowego. HI2 - mesowy HiGain. Zwarty dół,
harmoniczne. Trzeba tylko pamiętać, że MESA TransAtlantic TA-15
nie jest 100W head'em ;)

TransAtlantic to (prawie)
wszystkomający, żeby nie powiedzieć uniwersalny wzmacniacz. Przy
tak bogatej opcji potencjometrów i przełączników
każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Przy tym jest mały,
solidnie wykonany i ładny :) Jedyną jego wadą jest cena, która
znacznie przekracza koszt podobnych wzmacniaczy konkurencji. Ale w
końcu to MESA. Amerykański wzmacniacz, a nie jakaś tam chińska
produkcja. Bezsprzecznie w tym małym "ciałku" jest
olbrzymi potencjał. Może jednak wart pogadać z Mikołajem? ;)
Do testów dostarczył: Lauda Audio
|