|
Okazuje się, że rynek małych wzmacniaczy rozwija się prężnie. Producenci dbają o nasze plecy oraz... portfele ;) Jednym z pierwszych „małych” wzmacniaczy był Orange Tiny Terror, który zebrał wiele pochlebnych opinii. Jak wiadomo, lepsze jest wrogiem dobrego, więc TT ewoluował. Na jego bazie stworzono nowy wzmacniacz – Orange Dual Terror.
Przemysław Nacewicz

Jak przystało na „większego brata”, Dual Terror jest większy i cięższy od Tiny Terror, osiągając wagę 10kg. Jak na takie maleństwo to sporo! Niemniej wzmacniacz jest nadal mobilny, a do tego producent wyposażył go w gustowny miękki case, przypominający ten do Tiny Terror. Orange Dual Terror w stosunku do starszego mniejszego brata zyskał dwie lampy mocy. Mamy więc na pokładzie 4xEL84 oraz drugi kanał - Fat Channel. Dodatkowe lampy podniosły moc wzmacniacza do 30W. Poza tym są dwa przełączniki dwupozycyjne... przypadek? ;)

Jeden zmienia ilość pracujących lamp mocy, a drugi, podobnie jak w Tiny Terror, obniża dodatkowo moc. Mamy więc opcję 30W (4 lampy, full mode), 15W (4 lampy, half oraz 2 lampy, full) i 7W (2 lampy, half). Każdy z tych trybów charakteryzuje się inną dynamiką i headroom'em. Mimo, że wzmacniacz jest produkowany w Chinach, nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń do jakości wykonania, konstrukcji no i w efekcie do brzmienia. No a design jest tradycyjnie dla Orange... charakterystyczny. Jednym się podoba, a innym bardzo :-) Wzmacniacz jest solidny i stosunkowo ciężki.

Orange Dual Terror oprócz zmiany nazwy na przednim panelu, otrzymał też drugi zestaw potencjometrów. Obydwa kanały posiadają Volume, Tone i Gain. Stosunkowo uboga jest korekcja, ale jak się okazuje sprawdza się na tyle, że nie ma na co narzekać. Kanał Tiny Terror nie zmienił się. Duża ilość gainu, dzięki czemu spokojnie ukręcimy brzmienie hardrockowe czy nawet metalowe. Kopie w twarz. Fat Channel natomiast ma tego gainu zdecydowanie mniej. Jest cieplejszy, szczególnie przy czystej barwie. W moim odczuciu Fat Channel skłania się brzmieniowo w kierunku wzmacniaczy vintage, aczkolwiek z pazurem. Różnice w poziomie gainu można łatwo zauważyć ustawiając potencjometry obydwu kanałów w tym samym położeniu. Dzięki temu możemy łatwiej kreować nasze brzmienie, a jedyne ograniczenia pozostają tylko w naszych głowach.

Jako przykład można podać takie sytuacje - brzmienie czyste i przesterowane (od crunchu po distortion) czy też overdrive i distortion. Paleta brzmień jest naprawdę szeroka. Oto przykłady dźwiękowe.
Obydwa kanały charakteryzują się niezłą dynamiką i świetnie reagują na sposób kostkowania oraz zabawę gałkami w gitarze. Szczerze mówiąc mój pierwszy kontakt z Tiny Terror nie był zbyt udany. Podobnie nastawiłem się do Dual Terror – po testach muszę odwołać moje uprzedzenia do małych wzmacniaczy Orange.

Ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to dość wszechstronny wzmacniacz, na którym można ukręcić i bluesa, rocka i metal. Tylko od nas zależy, w którym kierunku podążymy, ale dobrze jest wiedzieć, że nie mamy barier. Pośród małych wzmacniaczy Orange Dual Terror to mała gwiazda. Jeżeli szukasz „małego” wzmacniacza z dużymi możliwościami brzmieniowymi, to „mechaniczna pomarańcza” warta jest zainteresowania ze wszech miar.
Do testów dostarczył: Arcade Audio







|