Przemysław „Perła” Wejmann - gitarzysta, wokalista, autor tekstów, producent, realizator dźwięku. Od początku lat 90. aktywny zarówno na polskiej jak i europejskiej scenie muzycznej. Od kilku lat prowadzi własne studio „Perlazza” w Opalenicy k. Poznania, gdzie zajmuje się nagrywaniem i produkowaniem głównie muzyki rockowej.
- Byłeś współzałożycielem zespołów Elizabeth i Guess Why, nagrałeś trzy albumy z Acid Drinkers – co uważasz na swój największy sukces muzyczny?
Perła: (śmiech) To ciekawe pytanie... muszę ci powiedzieć, że od momentu przekroczenia wieku 19, czy 20 lat zauważyłem u siebie swojego rodzaju różnowarstwowość jeżeli chodzi o postrzeganie muzyki, granie muzyki, dlatego trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Natomiast jeśli chodzi o samo granie, to tutaj mogę wyróżnić dwa prądy: pierwszy, metalowy – tu jestem postrzegany poprzez granie z Acid Drinkers. W tym kontekscie chyba najbardziej jestem zadowolony - oczywiście też nie na 100% bo tak się nie da – z albumu Acidofilia, którego praktycznie jestem w dużej większości kompozytorem i współproducentem. Natomiast jeśli chodzi o drugi prąd, bardziej alternatywny, czyli mniej związany z metalem, to muszę przyznać, że ostatnia płyta Guess Why (The plan of escape – przyp. red.) jest tą płytą, która najbardziej mnie urzeka, z której jestem najbardziej zadowolony. - Masz tendencję do kolekcjonowania sprzętu?
Muszę przyznać, że widzę w sobie takie tendencje, natomiast ze względu na różne finansowe wydatki i hierarchię wartości nie mogę jeszcze być kolekcjonerem, chociaż bardzo szanuję sprzęt i wiem co bym chciał. Póki co nie mogę sobie na to pozwolić. Kolekcjonowanie instrumentów muzycznych, czy też sprzętu typu wzmacniacze, jakieś kolumny itd., wiąże się z dużymi wydatkami tak naprawdę. Nawet w swojej historii pamiętam taką sytuację, jak po odejściu z Acid Drinkers, żeby założyć studio, żeby kupić jakiś tam podstawowy, prymitywny sprzęt, musiałem sprzedać gitary, wzmacniacz i kolumny. W tym momencie jeżeli chodzi o gitary jestem właścicielem świetnej nawiasem mówiąc gitary Rickenbacker. Mam jeszcze jedną gitarę akustyczną Takamine i... jestem opiekunem gitary basowej Aria Pro II. Nie są to jakieś niesamowite instrumenty, natomiast jeśli chciałbym się zerwać nagle do grania to mam sprzęt i bez problemu mógłbym sobie pogrywać.  - Prowadzisz własne studio, jesteś inżynierem dźwięku. Jak, jako muzyk postrzegasz obecną kondycję młodych gitarzystów? Rozwój techniki i wszechobecne funkcje copy, paste i undo rozleniwiają. Czy zauważyłeś tendencję spadkową jeśli chodzi o przygotowanie do grania w studiu, do nagrywania płyt?
Osobiście uważam, że tak naprawdę żaden rozwój techniki, żadna opcja typu copy/paste nie zaćmi tego, że ktoś gra na gitarze po prostu fajnie, albo słabo. Tak naprawdę nie uważam, że to jest powód żeby oceniać czy coś się cofnęło lub poszło do przodu poprzez pryzmat techniki. Wbrew pozorom widzę duży wzrost zainteresowania graniem gitarowym, ogólnie gitarą. Być może dlatego, że codziennie spotykam ludzi, którzy grają na instrumentach. Rozwój techniki sprzyja dobrej grze. Mówię tu konkretnie o internecie, o tym, że nagle dostępne zaczynają być filmiki na youtube, tabulatury – rzeczy o których moje pokolenie 20 lat temu, kiedy zaczynaliśmy grać, mogło sobie pomarzyć. Przez to powstają takie sytuacje w których przychodzą do mojego studia goście, którzy maja po 20 lat i grają takie historie o których ja w ich wieku mogłem śnić. Kiedyś nie było czegoś takiego, że wpisujesz sobie na youtube 'solo metallica' i po chwili oglądasz jak Kirk Hammet palec po palcu gra to czy tamto. Tak naprawę oceniałbym to w ten sposób, że rozwój techniki bardziej sprzyja rozwojowi, graniu na gitarze, niż go hamuje. Takie jest moje zdanie. - W ciągu kilku ostatnich lat producenci sprzętu nagraniowego zaserwowali nam duży zastrzyk niskobudżetowego sprzętu. Czy to oznacza, że zwykły homerecordingowiec może nagrać w zaciszu swojego pokoju dobrze brzmiące gitary?
Odpowiedź na to jest bardzo prosta! Wszystko zależy od tego, od którego momentu uznamy, że ta gitara dobrze brzmi. Tak naprawę jakby się w to zagłębić to nie ma rzeczy lepszych, czy gorszych jeśli chodzi o robienie muzyki, o brzmienie, dźwięk. Wszystko to zależy od tego czego pożądamy. Innymi słowy, to jest taka dyskusja jakbyś się zapytał co jest lepsze: Gibson czy Fender? Zauważ, że jeżeli ktoś chce żeby ta gitara brzmiała jak na nowoczesnych produkcjach nagrywanych w studiach za miliony dolarów to tak nie będzie, ale jeżeli założymy sobie że ma brzmieć jako wymagany lo-hi, czyli takie a nie inne brzmienie znane z płyt chociażby Queens Of The Stone Age, to już do tego bardziej możemy się zbliżyć, co nie znaczy, że to brzmienie jest złe. Jeżeli ktoś nagra coś na bardzo słabej gitarze za 200zł, zrobi to z przekonaniem i powie, że to jest dokładnie to czego chciał, to ok! Jeśli ten ktoś chciał mieć tak brzmiące gitary to nie mamy prawa mu powiedzieć, że to brzmienie jest słabe. Sam uważam, że nie ma brzmienia dobrego czy gorszego. Jest brzmienie „jakieś”, a cała ocena zależy od subiektywnego podejścia. Niektórzy osiągają zadowalające dla siebie brzmienie za pomocą kilku paczek, pieców i gitar za miliony dolarów a niektórzy potrzebują - tak jak to widzieliśmy zresztą przed chwilą na koncercie zespołu Glory Tellers – piecyk za parę złotych z jednym głośniczkiem. Nie było tam żadnych cudów, ale ten chłop właśnie tego chciał.  - Masz jakiś patent na nagrywanie gitar? Co robisz gdy klient przynosi ze sobą płytę i mówi: chce brzmieć jak Queens Of The Stone Age?
Jeśli ktoś przynosi ze sobą płytę i mówi, że chce brzmieć jak Queens Of The Stone Age to zaczynam z nim dyskutować. Pytam w jakim celu? Nazywasz się Joshua Homme? Dlaczego chcesz robić to co już było? Mówię: „zróbmy coś swojego” i używamy wszelkich narzędzi by zrobić coś czym ten muzyk mógłby się wyróżniać. Nie mam jakiegoś konkretnego patentu, rutynowego sposobu na nagranie. Oczywiście jestem zwolennikiem nagrywania wzmacniacza poprzez mikrofony, unikam nagrywania w linię, chyba, że faktycznie byłoby porządane brzmienie „linii“. Nie mam też czegoś takiego, że zawsze nagrywam na Mesie na tych samych mikrofonach. Wszytko zależy od zespołu. Zawsze robimy kilka prób, kombinujemy z ustawieniami mikrofonów itd. itd. - Jakich najczęściej używasz mikrofonów do nagrywania gitar?
Tajemnica!!! (śmiech). Oczywiście to nie jest żaden sekret, bo zespoły które do mnie przyjeżdżają widzą co się dzieje... tak naprawdę głównie używam trzech mikrofonów. Oczywiście jest to niezniszczalny Shure SM57, również wykorzystywany przeze mnie do nagrań stopy i basu AKG D112 i tzw. mydełko - Sennheiser e606. Jeżeli jest taka potrzeba używam czasami jakiś mikrofonów pojemnościowych. Osobiście uważam, że te wszystkie rzeczy związane z preampami i tym całym zamieszaniem dotyczącym kompresorów jest oczywiście ważne, ale mniej ważne niż to jak oraz na jakim sprzęcie gra gitarzysta. Według mnie najważniejsze jest to, co się dzieje przed mikrofonem, a nie to co się dzieje po nim. Jeżeli przychodzi do mnie muzyk, ustawia małego fenderka na jednym głośniku, przynosi gitarę za 200zł i zagra tak, że mi kopara opada to wiesz... żadne mikrofony, żadne preampy i nie wiadomo co, nie są w stanie tego zepsuć. Natomiast jeśli przychodzi do mnie muzyk, który nie ma kompletnego pojęcia o grze, dostał od taty Mesa Boogie, wyciąga z futerału Gibsona i gra coś co jest totalnym dramatem, to żaden sprzęt tego nie naprawi. Po prostu uczmy się robić dźwięk przed mikrofonem. To jak to nagrywamy to rzecz naprawdę drugorzędna. W komputerze możemy ingerować w niuanse. Jeżeli coś źle brzmi na wejściu nikt tego nie zaczaruje później, o tym się przekonałem i przy tym będę się upierał.  - Analog, czy cyfra? Wierzysz w POD-a? (śmiech)
(śmiech) Osobiście nie jestem zwolennikiem używania POD-a w studio. Nie kupiłem go z premedytacją. Uważam, że to jest trochę pójście na łatwiznę. Zresztą zrobiliśmy sobie kiedyś mały test. Nagraliśmy na Gibsonie dwie ścieżki - jedną przez Messę, drugą właśnie przez POD-a, który miał emulować stojący obok wzmacniacz. Te dwa ślady to po prostu niebo i ziemia, nie ma tu o czym dywagować. Wolałbym zainwestować w lepszą gitarę, czy pickupy niż kupować POD-a. A propos pickup'ów... wszyscy są zachwyceni aktywnymi przetwornikami. Ja do końca nie podzielam ich opinii, chyba że gra się totalnie płaską i skompresowaną muzykę typu Slipknot. Okazuje się, że często pickupy słabsze są totalnie niedoceniane przez muzyków. Pickupy z serii 400 Gibsona potrafią o wiele fajniej leżeć tym, którzy tego wymagają mimo, że byli nastawieni na EMG albo na T500 Gibsona, które po prostu są płaskie brzmieniowo. Oczywiście z aktywną elektroniką gra się wygodnie, ale... no właśnie ale. - Jest szansa na to, że staniesz jeszcze na scenie?
Jestem człowiekiem który wyznaje zasadę „nigdy nie mów nigdy”. Na dzień dzisiejszy raczej nie ma na to szansy, bo jestem zmęczony graniem „do ściany“. Prawda jest taka, że muzyka którą robiłem nie cieszyła się po prostu żadnym zainteresowaniem w naszym kraju. W pewnym momencie postanowiłem odciąć się od tego wszystkiego. Starałem się najbardziej jak mogłem, mam czyste sumienie. Nagrałem parę fajnych płyt, ale nie widzę w tym przyszłości na dzień dzisiejszy. Okazuje się, że o wiele bardziej przyszłościowe jest dla mnie produkowanie muzyki niż jej granie. Strona internetowa studia: Studio Perlazza
Rozmawiał Michał Wasyl
|