|
przedsionek sławy
|
|
01.06.09 |
Piotr 'Wader' Piechocki - muzyk z wieloletnim stażem. Od 2006 gitarzysta poznańskiego zespołu The Old Cinema.
- Kiedy po raz pierwszy chwyciłeś w rękę gitarę?
Jeszcze nie posiadałem instrumentu, a już grałem w zespole punkowym, miałem wtedy może z 15 lat. Nauczyłem się trzech akordów i młóciliśmy w garażu. Wiecznie pożyczać instrumentu nie można, dlatego zmuszony byłem kupić własną gitarę. Zainwestowałem w nowiutkiego Mayonesa za jakieś 500 czy 600 zł, co na ówczesne czasy było dla mnie fortuną. Zamknąłem się w pokoju na kilka dni, po których umiałem już zagrać „Smells Like Teen Spirit” Nirvany, chłopaki z zespołu oszaleli (śmiech). Niedługo później zabrałem się za dłubanie starych utworów Sepultury, to już była dla mnie czarna magia i upłynęło duuuużooo czasu zanim to co grałem zaczęło przypominać Sepulturę. Jestem samoukiem, uczyłem się grając ulubione utwory. Później chcąc nauczyć się teorii postanowiłem studiować muzykologię. Do dziś nie wiem jak to się stało, że mnie tam przyjęli. Na egzaminie wstępnym trzeba było wykazać się umiejętnością czytania partytur, a dla mnie wtedy to był czarny groszek na pięciu linijkach. Dużo się nauczyłem studiując ten kierunek, jednak wytrzymałem tam tylko rok, po którym przeniosłem się na inny kierunek studiów.
- Od których gitarzystów najwięcej się nauczyłeś?
Bardzo wiele nauczyłem się od Aleksandra „Olassa” Mendyka. Show jakie Olass robił na scenie, jego sposób gry, artykulacji wywarł na mnie duże wrażenie. Miał naprawdę mocną prawą łapę, co sprawiało że brał do rąk ten sam instrument i wzmacniacz, a brzmiał dużo lepiej. Nauczyłem się od niego wiele technicznych rzeczy na temat wzmacniaczy, efektów, gitary czy nagrywania. Pomagał The Old Cinema jak tylko mógł. Kiedy tylko miałem jakiś problem lub czegoś nie wiedziałem dzwoniłem do Olassa i razem zawsze udało nam się rozwiązać trudności. Duży wpływ na mój styl gry miał także Dyzio (gitarzysta Faust Again i basista TOC - przyp. red.). Jest naprawdę świetnym gitarzystą i cały czas się od niego uczę. Ma niekonwencjonalne podejście do melodii, co na pewno w dużym stopniu odbiło się na muzyce TOC.
Takim idolem z dzieciństwa był Litza (Robert Friedrich - przyp. red). Jako dzieciak biegałem z kijem od miotły i udawałem, że jestem Litza z Acid Drinkers (śmiech). To niesamowite uczucie, kiedy teraz, po latach od takiej persony jaką jest Litza, słuchasz komplementów na temat własnej twórczości. Dziś inspirują mnie takie zespoły jak Dredg, U2, Interpol, Editors, które z muzyką metalowa mają raczej niewiele wspólnego. Staram się w muzyce TOC przemycać jak najwięcej takich przestrzennych gitar. Uważam, że całkiem nieźle wychodzi nam miks tych gatunków muzycznych z muzyką metalową, o czym mam nadzieje będziesz miał okazję przekonać się już jesienią. Z metalowych brzmień to zespół Gojira totalnie mną zawładnął (śmiech). Wprawione uszy pewnie i taką inspiracje wynajdą na nowej płycie TOC.
- Pamiętasz swoją pierwszą gitarę?
O tak! To był jakiś bardzo słaby model firmy Mayones o którym wspomniałem wcześniej. Później był Ibanez RG. Chyba 320 o ile dobrze pamiętam i to już w porównaniu do tego Mayonesa była ekstra klasa (śmiech).
Obecnie gram na 3-kanałowej, lampowej głowie Framus Cobra, paczce Peavey 4x12 z głośnikami Schefield - tylko dlatego, że nie stać mnie jeszcze na Mese v30 (śmiech). Framus okazał się najbardziej uniwersalnym wzmacniaczem do muzyki jaką gram. Posiada bardzo ładny i klarowny czysty kanał, brudny marshallowski crunch i miażdżący lead - coś między mesą a 5150. Gitara to LTD Viper400 którego 3 lata temu sprzedał mi Olass.
- Gracie w obniżonym stroju. Jakie struny sprawdzają tu się najlepiej?
Ja używam Ernie Ball 10-52, a Krzychu DR 12-52. Gram więcej melodii a one po prostu brzmią mi lepiej na cienkich strunach. Basowe są pogrubione i nie wiszą na gryfie przy strojeniu do Drop C.
- Ważną rolę w muzyce The Old Cinema odgrywają efekty. Czego używasz?
Używam Delay’ów Boss DD7 oraz Line6 DL4. Mam też rosyjską wersję phasera Smallstone od Elektro-harmonix. Podczas nagrywania EPki używaliśmy wielu analogowych efektów, których Litza jest wielkim fanem. Wśród nich znalazł się oldschoolowy chorus Bossa i delay T-rex'a. Całość daje naprawdę ciepłe, vintage’owe brzmienie.
- Wolisz wypchany po brzegi, duży i ciężki pedalboard czy jesteś zwolennikiem cyfrowych multiefektów?
Ciężki wybór i przyznam, że do teraz się waham. Zawsze byłem zwolennikiem kostek, zwłaszcza na nagraniach w studio i to najlepiej analogowych. Jednak używanie rackowych efektów z sterownikiem MIDI jest niesamowicie wygodne podczas grania koncertów. Daje to naprawdę orromny komfort gry. Mój Framus posiada interfejs MIDI, wiec wszystko ładnie można by skonfigurować.
- Waszą EP-kę „Only Fallen Tears” produkowaliście w studiu Litzy. Do nagrań używaliście tego samego sprzętu na którym gracie na co dzień, czy zaopatrzyliście się w inne graty?
To był dopiero początek istnienia The Old Ciemna i nie posiadaliśmy jeszcze sprzętu z którym chcielibyśmy wchodzić do studia. Pożyczyliśmy od znajomych co się dało, wiele gratów użyczył nam też Litza. Mese, analogowe efekty mieliśmy właśnie od niego. Używaliśmy też jego Gibsona Supreme i Custom. 5150 mieliśmy od Olassa, Marshall’a EL34 50/50 z JMP-1 mieliśmy od Olka z Faust Again. Nagrywaliśmy też na swoich gitarach LTD Viper400 i EC-1000. W przypadku nagrywania pełnej płyty dużo sprzętu wypożyczył nam poznański Music Store. Pożyczyli mi naprawdę świetnie brzmiące ESP Eclipse-1 z pogrubionym korpusem, na której nagrałem większość gitar na płytę.
- W jaki sposób budujesz strukturę rytmiczną swoich gitar? Pomysły przychodzą w trakcie prób czy komponujesz w domu?
Najczęściej bywa tak, że przynoszę dwa, trzy riffy na próbę, modyfikujemy je tak, żeby każdy był z nich zadowolony i na ich podstawie budujemy utwór. Jak już powstanie szkielet to dalej idzie gładko - szybko pojawiają się pomysły na melodie i na wokale. Bywa, że zmieniamy aranż utworu pod wokal. Zdarza się też , że robiliśmy utwór na podstawie melodii, do której Krzychu później robi rytmikę. Nie mamy jednej sprawdzonej metody na zrobienie fajnego numeru, każdy powstaje w inny sposób.
- Dużo czasu poświęcasz na doskonalenie swojej techniki? Masz jakieś ulubione ćwiczenia, zagrywki?
Dużo czasu poświęcam na granie, ale raczej nie na ćwiczenia. Nigdy nie miałem cierpliwości do żmudnych ćwiczeń. Robiąc nowe utwory, staram się sobie stawiać coraz wyżej poprzeczkę i co za tym idzie muszę dużo ćwiczyć, żeby grać je dobrze. Dla rozgrzania prawej ręki często gram jakieś death-metalowe zagrywki. Nic tak prawej łapy nie rozgrzeje jak duża porcja srogiego deathowego łojenia.
- Idąc za ciosem - zdarzają ci się wpadki na koncertach? (śmiech)
Oczywiście. Najczęściej wpadki związane są z częstą zmianą kanałów i efektów. Pamiętam zabawną sytuację na koncercie w Nowym Targu, graliśmy w klubie gdzie nie było sceny. Ludzie w tej miejscowości bardzo żywiołowo reagują na muzykę, w kilka sekund po rozpoczęciu koncertu zrobił się taki młyn, że efektów musiałem szukać po całej sali (śmiech). W dodatku Chupa skakał na ludzi z naszych wzmacniaczy - po prostu rzeź, ale sprzęt przetrwał i ten sprawdzian.
- Domyślam się, że The Old Cinema to nie jest hobby. Sądzisz, że znajdziecie dla siebie miejsce na polskim rynku?
Uważam, że kondycja muzyki metalowej w Polsce nie jest dobra. Sukces odnoszą zespoły, które mieszczą się w jakiś gatunkach. Albo grasz metal albo hard core, jak grasz hard core to masz grać tak i tak bo inaczej jesteś ciota. Zawsze staraliśmy się łamać stereotypy, nie raz nam się za to oberwało, jednak mamy to głęboko w dupie i robimy dalej swoje. Na pewno byłoby nam łatwiej gdybyśmy śpiewali w języku polskim, ale jakoś nie wyobrażam sobie tych utworów po polsku. Czas pokaże czy i dla nas miejsce na polskim rynku się znajdzie.
- Jesteście w trakcie nagrań waszej pierwszej długogrającej płyty. Współpracujecie z jakąś wytwórnią, czy sami wykładacie na to pieniądze?
Z tego co się orientuję to nawet największe wytwórnie europejskie działają dziś tak, że interesuje je tylko produkt finalny i to dobrze nagrany w studio. Nikt nie inwestuje w zespół na podstawie demo czy EPki. Tak też jest w naszym przypadku, cała sumę pokrywamy z własnej kieszeni. Cały czas szukamy jeszcze sponsorów, ale w dobie kryzysu nasze szanse znacznie zmalały. EPkę wydaliśmy sami i to nawet z niezłym rezultatem, bo sprzedało się ok. 800 egzemplarzy.
- Wiadomo, że czas to pieniądz - przygotowywałeś się jakoś specjalnie przed nagrywaniem swoich partii?
Zawsze przed studiem dużo ćwiczymy z metronomem, żeby wszystko grało jak w zegarku. Poza tym bardzo dużo grałem w domu, ćwiczyłem nawet najmniejsze szczegóły. Nagrywając u Macieja Feddka w Jet Studio mieliśmy naprawdę ogromny komfort pracy. Na nagranie instrumentów przeznaczyliśmy miesiąc. Mieliśmy dużo czasu na poeksperymentowanie i sprawdzenie różnych patentów. Nikt nam nie przeszkadzał, bo Maciej mieszka na totalnym odludziu (śmiech).
Jeszcze tak dużo pracy, że ciężko podać dokładną datę premiery płyty. Jesteśmy jeszcze w fazie nagrywania wokali, które rejestrowane są po godzinach pracy w studio Music Store Poznań. Myślę, że płyta ukaże się późną jesienią tego roku.
- Jakieś plany na przyszłość?
Jesteśmy w trakcie planowania trasy promującej płytę, która miałaby się odbyć na przełomie 2009/2010. Właśnie podpisaliśmy umowę z agencją menadżerską „Music No Stress Menagment” i nie ukrywam, że liczymy na owocna współpracę. Zaraz po ukazaniu się płyty zaczynamy pracę nad kolejnym albumem, bo pomysłów mamy już pełne głowy. Oficjalna strona: The Old Cinema 
Rozmawiał: Michał Wasyl
|
|
Co nowego na E-MUZYK.net.pl
***
***
***
***
soundcheck - gitary elektryczne
|
audio - Samick LN-30 VS - interesująca gitara elektryczna z dwoma humbuckerami |
Łał! Ta gitara ma coś w sobie - brzmi, świetnie wygląda, jest nieźle wykonana i stroi! Kapitalny stosunek jakości do ceny, brawo!
Cena detaliczna: 1599 zł |
|
|
soundcheck - gitarowe efekty stomp-box
|
Ibanez TC7 - gitarowy chorus w formie kostki podłogowej |
TC7 to dobra propozycja dla tych, którzy potrzebują niedrogiego i funkcjonalnego chorusa. Solidna obudowa i patent z chowającymi się potencjometrami po wciśnięciu. Nam się podoba. Cena detaliczna: 260 zł |
|
|
soundcheck - wzmacniacze gitarowe
|
VOX amPlug Classic Rock - słuchawkowy ćwiczeniowy mini wzmacniacz gitarowy na baterie |
Miniaturowy wzmacniacz gitarowy na słuchawki emulujący brzmienie klasycznych wzmacniaczy brytyjskich.
Cena detaliczna: 241 zł
|
|
|
|